środa, 8 sierpnia 2012

"Moja wielka grecka przygoda".

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 13:10
tłumaczenie: Łabędzki Michał
tytuł oryginału: It's all Greek to me. A Tale of a Mad Dog and an Englishman, Ruins, Retsina - and Real Greeks
wydawnictwo: Wydawnictwo: PASCAL
data wydania: lipiec 2012
ISBN: 978-837-642-05-16
liczba stron: 380
kategoria: Literatura podróżnicza
ocena 5+/6

Są kraje, które niezwykle mnie pociągają. Ich kultura, historia, architektura, kuchnia , to coś co mnie interesuje bardziej, niż w innych krajach. Wielokrotnie mogliście się przekonać, że uwielbiam Włochy, ale oprócz nich Grecja również jest krajem, który od najmłodszych lat fascynował mnie. Pewnie, w tym miejscu powinnam podziękować moim nauczycielom geografii i historii, ale może innym razem.




Rok temu czytałam cykl "oliwkowy" książek autorstwa Carol Drinkwater i od tego momentu chętnie sięgam po lektury o tematyce "klimatyzacyjnej" obcokrajowca w zupełnie nieznanym mu obyczajowo miejscu. Z tym większą przyjemnością sięgnęłam po "Moją wielką grecką przygodę" autorstwa Johna Mole'a.

John Mole opowiada w swojej książce o wydarzeniach, który miały miejce trzydzieści lat temu. Wraz z żoną i czwórką dzieci postanawiają osiąść sie w Grecji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie byli oni Anglikami. Postanawiają oni kompletnie przewartościować swoje dotychczasowe życie i na obczyźnie odnaleźć swoją Arkadię. W tej decyzji pomaga fakt, iż Jonh pracuje w Grecji. John pod wpływem impulsu kupuje "nieruchomość". I to nie jest dom w jakimś mieście, czy chociażby na jego obrzeżu. Mole nabywa starą, rozpadającą się ruderę na wzgórzu w małej, zaściankowej wsi. Wsi, gdzie stosunek do obcokrajowców nie jest zbyt przyjazny. Właściciel nieruchomości wykorzystując niezbyt płynną znajomość języka greckiego Johna i "wciska" mu miejsce, które ma daleko do tego, by zapewnić minimum bytowe. John niesiony emocjami dopiero na drugi dzień zdaje sobie sprawę, że wybór nie był może zbyt trafną inwestycją swoich pieniędzy, a to nie koniec wydatków. By móc zamieszka, trzeba wiele wysiłku fizycznego, środków finansowych i ogrom cierpliwości, bo robotnicy grecki to " nietypowy gatunek". Żona Mola'a jest załamana wyborem męża, a gdy w okolicy domostwa pojawia się wąż, każe, by mężczyzna poszedł do poprzedniego właściciela i poprosił o anulowanie umowy kupna-sprzedaży. Jednak nie jest to możliwe, Więc nic innego nie zostaje, jak Arkadię stworzyć od podstaw. I tu zaczyna się najzabawniejsza przygoda w życiu małżeństwa Mole. Żona pozostaje z dziećmi w mieście, a Johm musi uporać się z gadami, walącymi ścianami, odchodami zwierząt, niechęcią do pracy greckich robotników, ze skomplikowaną i ociągającą się administracją. Bo czyż można mieszkać w domu bez wody i prądu?

Teraz Jonh wspomina swoje perypetię z dużą dozą humoru, ale wtedy nie było tak kolorowo. Teraz już wie, że gdy grecki robotnik się wymiguje nawałem innej pracy, zdrowiem, pogrzebem , ślubem itp., to chodzi mu wyłącznie o łapówkę. Teraz mężczyzna już wie, że w takiej sytuacji należy zapowiedzieć, że inny Grek chętnie podejmie się wyzwania, za mniejszą kwotę i nas niesubordynowany pracownik już z ochotę zabiera się do pracy. Obecnie John wie, jak ważna jest idealna wymowa, bo niezrozumiałe wymówienie końcówki wyrazu może prowadzić, do sytuacji, że u rzeźnika będziemy prosić o pomidora. A Grecy mają to do siebie, że nie wyprowadzą obcego z błędu, tylko będą mieli z niego uciechę. Gdy potrzebna była trzcina, John udał się pewnej wdowy, ta wywalczyła należytą zapłatę za towar, ale pod warunkiem, że trzcinę Anglik zetnie sobie sam. Po pewnym czasie okazuje się, że trzcina była niczyja, a kobieta sprytnie ukryła ten fakt. Ciekawym zagadnieniem jest, to że w tej wsi nigdy nie brakuje miejsc na cmentarzu. Pisarz był świadkiem niezwyczajnej uroczystości. Uroczystości, gdy kości zmarłego są wykopywane i składane w urnie i odbywa się ponowny pogrzeb. Widział, jak kobieta szybciutko schowała do kieszeni złotego zęba, który notabene należał do zmarłego.Tych zabawnych sytuacji jest mnóstwo i można by je przytaczać i przytaczać. Warto samemu się zapoznać z tą lekturą, bo śmiechu jest co niemiara. Można poznać obyczaje i losy sąsiadów autora. Każdy z tych ludzi ma fascynującą przeszłość, każda z tych osób wnosi niepowtarzalny wkład do funkcjonowania społeczności. Skoro jesteśmy w Grecji, kraju bóst i starożytnych wierzeń, to czy trzeba powspominać mity, i autor to czyni, w sposób ciekawy i frapujący, głównie swoim pociechom, by zachęcić je do nowego miejsca..Pisarz w sposób barwny, kwiecistym językiem opisuję piękno krajobrazu, co jest niezwykle wciągające i pozwala czytelnikowi zamknąć oczy i pobudzić wyobraźnie, a być może zachęcić, by kiedyś udać się w podróż życia i przekonać się na własnej skórze, jak się żyje na małej, greckiej wsi. Polecam gorąco.

                                       Książke możecie nabyć w...


3 komentarze:

Mała Mi pisze...

Widziałam ostatnio, ale opis jakoś mnie nie zachęcił.. cóż, może kiedyś, na razie mam inne pozycje na liście "do przeczytania" :)

toska82 pisze...

oj poleciałoby się do Grecji, zwiedziło, odpoczęło, pooddychało innym klimatem. Ale jako, że na razie się nie zapowiada to z chęcią się z książką na początek zapoznam :)

Marta_Kornelia pisze...

Już gdzieś widziałam i z sentymentu do Grecji z chęcią bym przeczytała. Pozdrawiam!

Prześlij komentarz

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review