środa, 31 października 2012

"O miłości i innych demonach" Gabriel García Márquez

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 07:23 5 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Carlos Marrodan Cassas
tytuł oryginału: Del amor y otros demonios
data wydania: 2001 (data przybliżona)
ISBN: 9788374955782
liczba stron: 168
kategoria: literatura współczesna
ocena 5/6


Są książki i autorzy, którzy bezsprzecznie zapadają w pamięć. W moim przypadku takim pisarzem jest Gabriel Garcia Márquez. Wiele lat temu czytałam "Sto lat samotności" jego autorstwa. Książka obudziła we mnie mnóstwo nieokiełznanych uczuć. Pamiętam o tej książce do dziś, dlatego chętnie sięgnęłam po kolejne dzieło twórcy. Tym razem padło na emocjonującą pozycję pod tytułem "O miłości i innych demonach". 

Kilka słów o fabule...
W 1949 roku sam pisarz był młodym dziennikarzem. Dostał on polecenie by udać się do klasztoru, by udokumentować likwidację krypt powstałych przeszło dwieście lat temu. Podczas takiego likwidacyjnego działania z jednej z krypt wypływa bo mierząca dwadzieścia dwa metry jedenaście centymetrów, kaskada rudych "żywych" włosów. Márquez postanawia odkryć do kogo owe włosy należą i na podstawie zebranych wiadomości piszę powieść o miłości i śmierci.
Włosy należały do Siervy Marii de Todos los Angeles. Sierve poznajemy na początku książki, gdy wraca wraz ze służącą do domu i zostaje pogryziona przez psa. Dziewczynka jest córką bogatego człowieka. Mimo że jest ona wysoko urodzonym dzieckiem częściej przebywa z niewolnikami niż z rodzicami. Matka dziewczynki to zapatrzona w siebie hipochondryczka, która posiada swojego bardzo urodziwego niewolnika. Pominę fakt czemu-wiadomo. Z początku nic nie wskazuje na fakt, żeby ugryzienie Siervy miało nieść jakiekolwiek konsekwencje. Jednakże dzieje się inaczej. Zaniepokojony ojciec prosi o radę biskupa, który stwierdza, że choroba dziewczynki to ewidentne nawiedzenie przez demony. Dziewczynka zostaje oddana do klasztoru, by tam przeprowadzić zabiegi czyli egzorcyzmy.Dominga de Adviento- gospodyni z domu rodzinnego dziewczynki modli się do świętych, że jeśli pozwolą żyć temu dziecku to Sierva nie zetnie włosów do dnia nocy poślubnej.
Zadanie egzorcyzmów powierzono ojcu Cayetanowi Delaura. I nagle na ojca Cavetana spada uczucie miłości do dziewczynki. Miłości zakazanej, erotycznej i nieprzyzwoitej...

Uprzedzam, że nie jest to książka łatwa i prosta, choć jej objętość i język taki jest. Jest to lektura dziwna, smutna i poruszająca do głębi. NIe znajdziemy tu wysublimowanych i rozbudowanych dialogów. Nie znajdziemy zawirowań i szybkiej zmiany tempa. Jest to spokojna liryczna opowieść, która wymaga chwili refleksji i zastanowienia. Taki jest właśnie Gabriel Garcia Márquez. Taka jest jego klasyczna i wyważona wersja legendy, którą opowiadała mu babka. Polecam


poniedziałek, 29 października 2012

"Samotna wśród przyjaciółek" Eva Meschede

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 11:09 2 komentarze Linki do tego posta

wydawnictwo: Jedność
data wydania: 2009 (data przybliżona)
ISBN: 9788374428385
liczba stron: 144
kategoria: poradniki
ocena 5/6

Właściwie jak to jest między kobietami? Czy ich relacje są zawsze takie sielankowe? Czy istnieje coś takiego jak rywalizacja między dwoma bliskimi sobie przyjaciółkami, znajomymi i współpracownicami? A czy relacja matka-córka wolne są od uczucia rywalizacji? Czy matka w czasem nie zazdrości córce młodości , urody, innych perspektyw na życie? A jeśli owa rywalizacja istnieje, to czy zawsze ona dotyczy tylko dwóch znających się jednostek? A może my kobiety podświadomie rywalizujemy z obcymi osobami, i właściwie o co?

Rywalizacje, współzawodnictwo szerzej rozwinęła Eva Meschede w swojej książce pt. "Samotna wśród przyjaciółek czyli o rywalizacji między kobietami". Jest to niby poradnik. Ja bym tej pozycji nie zaliczyła do tejże kategorii. Dla mnie jest ona raczej studium obserwacji skomplikowanych, często trudnych relacji damsko-damskich. Pisarka najpierw skupia się na zjawisku rywalizacji, które jest niezauważalne gołym okiem w bliskiej zażyłości dwóch przyjaciółek. Przyjaźń i rywalizacja ponoć nie idą w parze. Nic bardziej mylnego. Choć ten temat jest jakby tabu. Kobiety, które z kimś konkurują, postrzegane są jako osoby bezwzlędne, mściwe i podłe. Są to tak zwane intrygantki, które wbiją nóż w plecy, nawet siostrze, by tylko osiągnąć cel. Po prostu znamy te baby. Między przyjaciółkami tak nie powinno być. Chciałybyśmy. Cóż rywalizacja nawet w takiej relacji istnieje, bo niestety idealna harmonia nie istnieje. No dobrze, a jeśli już współzawodnictwo istnieje, to czy nadal można zachować tę głęboką więź?

Eva Meschede skupia się również na zjawiskach jak chociażby tzw. syndrom królowej pszczół. Nawet dziś oglądając wywiad z szefową sztabu Hilary Clinton usłyszałam takie stwierdzenie i zgadzam się z obiema paniami, że takie zachowanie jest powszechne w naszym kobiecym gronie. Kobiety, mimo że są bardziej wykształcone i wszech stronne od mężczyzn, same sobie szkodzą. Umniejszamy nasze osiągnięcia i traktujemy inne kobiety różnie.

Kobiety rywalizowały, rywalizują i będą to czynić. Rywalizujemy ze sobą o urodę, ubiór, o faceta, stanowisko w pracy. Naprawdę o różności, błahe i te , które w naszym mniemaniu są ważne. Autorka zwraca także uwagę na zjawisko mobbingu, że niestety częściej go doświadczymy od drugiej kobiety niż mężczyzny. To kobiety często postrzegają się jako rywalki Osądzamy inne kobiety tak surowo, jak żaden mężczyzna z dobrymi manierami by się na to nie odważył.

Ale co mnie nie zdziwiło, to opisanie jak kobiety oceniają, krytykują , a nawet szkalują inne damy ze względu na posiadanie potomstwa lub jego brak. Sama jako matka spotkałam się z krytyką, że pracuje, a mam dzieci, którym powinnam poświęcić 100% swojego czasu. A , gdy byłam na urlopie wychowawczym to słyszałam krytykę, że nie dbam o karierę. I bądź mądry człowieku.

Podsumowując. Zawsze słyszymy, że trudno się przebić kobiecie w męskim świecie, a może jest zupełnie inaczej. Może to my same kładziemy sobie i innym niewiastom kłody pod nogi. Warto tę książkę przeczytać i zobaczyć nasz świat z zupełnie innej perspektywy.

Książka przczytana w ramach wyzwania  "Z literą w tle" szczegóły w zakładce -Wyzwania czytelnicze.

niedziela, 28 października 2012

eMka zdominowała październik

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 07:59 20 komentarze Linki do tego posta

Zimno , coraz zimniej. Dlatego ogrzewam się oto takimi pozycjami. W tym miesiącu rządzą autorzy z nazwiskiem na literę M. Nawet nie myślałam, że tylu z nich zalega na półkach i czeka. Tak więc...



Gabriel Garcia Marquez "O miłości i innych demonach"
Eva Meschede "Samotna wśród przyjaciółek"
Katarzyna Michalak "Sklepik z niespodzianką. Adela"
Phillip Margolin "Zbieg"

                            A teraz okładkowo:)


Miłego popołudnia:)



sobota, 27 października 2012

"Gra o tron" George R.R. Martin

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 07:40 12 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Paweł Kruk
tytuł oryginału: A Game of Thrones
seria/cykl wydawniczy: Pieśń Lodu i Ognia tom Tom I
wydawnictwo: Zysk i Spółka
data wydania: kwiecień 2011
ISBN: 978-83-7506-729-3
liczba stron: 844
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction


Parę lat temu moim sercem zawładnęła trylogiaTolkiena „Władca pierścieni.. Wówczas myślałam,ze nie pojawi się w moim czytelniczym życiu podobnie rewelacyjna, a może i lepsza książka z gatunku fantastyki. Jakże byłam w błędzie.
Jakiś czas temu oglądałam program Pani Doroty Wellman z opiniami o książkach. Był to pierwszy moment, kiedy usłyszałam o książce „Gra o Tron”. Już wtedy poczułam, że muszę koniecznie przeczytać te powieść i sama wyrobić sobie zdanie o tej książce.

Książka okazała się obszernym dziełem, ale bynajmniej tego czytając nie odczułam. Zacznijmy jednak od zarysu samej fabuły.
Przenosimy się do Zachodnich Krain, tam, gdzie widmo wojen, zagrożenie katastrofą jest stanem nieustannym, który wisi nad ludnością niczym cień.

Niedługa zacznie się zimowa pora roku, lodowate wichry wieją z północy. Z kierunku, gdzie przebywają pradawne rasy i starszy bogowie.
Krainą rządzi Robert, lecz gra o tron właśnie się zaczęła.
Gra, gdzie wszystkie ruchu są dozwolone. Gra, gdzie intryga, spisek, zdrada, wierność i kopanie dołków nawet pod „przyjaciółmi” to dla bohaterów tejże powieści to chleb powszedni.

Przechodząc do bohaterów, no cóż, kogo mogłabym szczególnie wyróżnić?
Trudna to by była sztuka, ponieważ bohaterów jest ogrom. Jest ich tak dużo, że podczas czytania powieści można się nie jednokrotnie pogubić. Ja się gubiłam, lecz jak się mówi „Im dalej w las…”, i tak było ze mną. Im głębiej się wczytywałam w „Grę o Tron”, coraz bardziej się zaznajamiałam z tym fantastycznym światem.

Pisząc fantastyczny nie mam na myśli jedynie rodzaju literackiego, do którego można zakwalifikować tą pozycję. Mam na myśli fantastycznie nakreślonych bohaterów przez autora. Są oni bardzo charakterystyczni i niepowtarzalni. Każdy z bohaterów ma swoje specyficzne oblicze, ma swoje poglądy, opinie, doświadczenie oraz niebywałą historię.
Autor nie nakreślił od samego początku, który z danych bohaterów ma być postrzegany jako dobry czy czarny charakter. To uczynić już musi każdy czytelnik indywidualnie, według swojej skali.

Jeśli już koniecznie miałabym wybrać postacie, które zdobyły moje serce to byłyby to zdecydowanie Eddard Stark oraz Daenerys.
Eddark Stark jest postacią, przy której ma się poczucie, że zaraz jego postać opuści stronnice powieści i rozgości się w naszym świecie, by z nami usiąść na kanapie i zwierzyć się nam ze swoich dylematów, zmartwień i zaciągnąć rady w rozstrzygnięciu kłopotliwych decyzji.

Natomiast Daenerys zachwyciła mnie swoją kobiecą siłą, niezłomnością i podejściem do brzemienia, które musi na swych barkach nieść.

George R.R. Martin stworzył piękną, fascynującą opowieść epicką. Jego kunszt pisarski jest nie do opisania. Oddaje mu ukłony za książkę, która ma w sobie to „coś”. „Coś”, co pochłonęło mnie na dnie, wieczory i noce. „Coś”, co nie dawało chwili wytchnienia, każda wolna chwila była przeznaczona na czytanie.
Z każdą literka, wyrazem i zdaniem zatracałam się w fabule i chciałam „już i teraz” wiedzieć, kto zdobędzie trofeum w tej misternej grze.

Język jest plastyczny, bez górnolotnych określeń oraz wolny od banalnych opisów czy dialogów. Zdecydowanie w czytanie pomógł wybrany przez Martina sposób narracji w formie trzecioosobowej. Akcja jest wartka, wciągająca i zaskakująca.
Mogłabym opisywać zalety i walory tej książki w nieskończoność, lecz nie o to chodzi. Polecam każdemu, kto szuka czegoś niebanalnego, dreszczyku emocji i wielkiej przygody.
Z pewnością ta książka zawładnie Wami, jak zawładnęła moim sercem i umysłem.
Skonsumowałam ją jak ukochanego pączusia i proszę o więcej.

Książkę w wersji papierowej , jak i audiobook kupicie w...


czwartek, 25 października 2012

"Upadłe anioły" Graham Masterton

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 10:45 12 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Wiesław Marcysiak
tytuł oryginału: Broken angels
seria/cykl wydawniczy: Katie Maguire tom 2
wydawnictwo: Albatros
data wydania: sierpień 2012
ISBN: 978-83-7659-902-1
liczba stron: 400
kategoria: horror
horror 5/6

No i ponownie na moim blogu zawitał Graham Masterton, ale tym razem w wersji chyba najbardziej znanej i lubianej, mianowicie- horror. Twórczość pisarza ma coś w sobie, że zawsze chętnie sięgam po jego książki. Już się zdarzyło, że się sparzyłam, zawiodłam, jak również zachwyciłam. A jak było tym razem? Jak mnie się czytało?

"Upadłe anioły" opowiadają o bardzo istotnym problemie dzisiejszych czasów. Czasów, gdzie molestowanie dzieci jest tak rozpowszechnione i tak bolesnym doświadczeniem. Ten problem nie ominął również tak specyficznego środowiska jakim jest duchowieństwo. Kilka lat temu Irlandią oraz całym światem wstrząsnęły informacje o ujawnieniu faktu masowych aktów molestowania i gwałtów na nieletnich, których dopuszczali się duszpasterze. I właśnie ten oto drażliwy temat stał się podwaliną fabuły w najnowszej książki Mastertona.

W irlandzkim mieście Cork w jeziorze zostaje odkryte zwłoki wykastrowanego mężczyzny. Na miejsce zostaje wezwana komisarz Katie Maguire. Wykastrowanym mężczyzną okazuje się jeden z księży, którzy pracowali w latach 70-tych w sierocińcu św. Józefa. Pani komisarz musi rozwiązać zagadkę, kto i z jakich pobudek postanowił w tak okrutny sposób zabić księdza. Pogłoski głoszą, że była to zemsta za liczne akty molestowania seksualnego na nieletnich mieszkańcach sierocińca. Nie mija kilka dni, jak giną kolejni księża. Katie próbuje znaleźć jakikolwiek trop, który naprowadziłby ją na ślad zabójczy bądź zabójców. Zwraca się z prośbą o informacje o zabitych mężczyznach do najwyższego przedstawiciela regionalnego kleru, lecz ten lekceważąco, a nawet groźbą zakazuje jej się wtrącać w sprawy kościoła. Pewien ksiądz podsuwa nawet kobiecie fałszywy trop. Czy pani komisarz da się nabrać? Czy uda jej się odkryć kto zabija, zanim  zabójca zabije więcej księży? Ale przede wszystkim czy zabójstwa mają jakikolwiek związek z przypadkami molestowania? A może wina duchownych jest o wiele gorsza niż komukolwiek się wydaje?

Takiego Grahama Mastertona uwielbiam. Mastertona, który napięcie dawkuje powoli, ale w odpowiedniej formie, by nie znudzić czytelnika. Nie zapycha naszej świadomości niepotrzebnymi faktami. Wszystko jest wyważone i zagadkowe. Postać Katie jest bardzo ciekawa. Kobieta o wielu twarzach: wdowa, której mąż był łajdakiem , ale tkwi w jej pamięci;matka, która utraciła dziecko (tu plus, za to ,że autor nie rozwinął tej kwestii);kobieta, która "sprawuje" opiekę nad swoją wyuzdaną siostrą; córka swego ojca gliniarza; kobieta, która uczy się kochać na nowo. Ale przede wszystkim Katie jest ostrą babką, która wierzy w to co robi i nie cofnie się przed niczym, by spełnić swoją powinność wobec ofiar spełnić w 100%.
Mogę się przyczepić do dwóch spraw. Otóż błędów ortograficznych (ale to sprawka tłumaczenia) oraz szkoda, że motyw był mi znany jakieś 100 stron przed końcem książki.

Autor nie oszczędza czytelnikowi rozdziałów, gdzie dzieją się dantejskei sceny. Znęcanie nad ofiarami jest gruntownie opisane, a momentami są tak drastycznie, że nie mogłam czytać. Pokazanie stanu psychiki zabójcy uważam za doskonały pomysł, gdyż dzięki temu staje się on postacią bardzo realistyczną i kluczowym elementem w całej tej historii.

Czy polecam? Oczywiście, ponieważ pomysł na fabułę jest moim zdaniem ciekawy i bardzo współczesny. Ta książka sprawia, że zastanawiamy się na tym, gdzie jest granica moralności i czy wszystko można wybaczyć.



środa, 24 października 2012

"Carska roszada" Melchior Medard

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 09:34 10 komentarze Linki do tego posta

wydawnictwo: Erica
data wydania: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-62329-51-9
liczba stron: 416
kategoria: thriller/sensacja/kryminał
ocena4/6

Recenzje tej książki można przeczytać na wielu blogach, ale to nie one skłoniły mnie, by sięgnąć po "Carską roszadę". To szata graficzna najpierw uwiodła moje oczy , ale czy zawładnęła moim sercem?

Autor "Carskiej roszady" , czyli Melchior Medard przenosi czytelnika do Warszawy, pod koniec XIX wieku. Warszawa jest wówczas miastem niespokojnym i wciąż odczuwającym trudną sytuację polityczną kraju.
Głównym bohaterem jest tajny urzędnik do zadań specjalnych- Estra Pawłowicz Van Houten. Zostaje on wezwany do Warszawy, by wyjaśnić okoliczności tajemniczych zabójstw młodych kobiet. Bohater jest "okazem" dla współpracowników, gdyż gustuje on w nowinkach technicznych (czego dowodem może być najnowocześniejszy model roweru, który towarzyszy mu zawsze i wszędzie), ale również jest on ( a dziś byśmy go określili mianem mężczyzny metroseksualnego) modnisiem. W swojej pracy stosuje nietypowe metody, nie tylko poprzez przedmioty, ale również specyficzny sposób dedukcji. Z biegiem wydarzeń urzędnik zaczyna dostrzegać , że badana przez niego sprawa sięga o wiele wyżej niż się komukolwiek wydawało....

Książka ma plusy i minusy.
Zacznę od plusów. Atuty tej książki to:
-historyczne aspekty powieści,
-oddanie przez pisarza klimatu tamtych czasów (opisy eksluzywnych hoteli. ale także i domy nędzarzy czy burdeli),
-obrazowe przedstawienie kontrastu między klasami społecznymi, czyli bogatą i pyszną elitą a skrajną biedotą,
-wątek romansowy, co tylko dodaje pikanterii całej historii,
-za bogaty , plastyczny język oraz za wielowątkowość,
-za złozone , wielowartwowe, pełne ślepych zaułków śledztwo.

Zaletą jest dla mnie kreacja samego Estara. Jest to wyjątkowy człowiek. Mimo swojej "próżnej" powierzchowności jest on inteligentny, prostolinijny, odważny, brawurowe zachowanie nie jest mu obce. Odznacza się również niewątpliwie szczególna urodą, którą zdobył serce pewnej rudowłosej młodej damy..

Minusy w moim odczuciu również są. Mianowicie pierwsza połowa książki mnie nużyła. Akcja za wolno nabiera tempa. Autor za dużo wprowadza bohaterów, a do tego dodatkowo każdy nazywa się po rosyjsku, a ja tego nie znoszę (no nie przyswajam nazwisk tej narodowości).

Dlatego to dopiero druga połowa pozycji mnie naprawdę zainteresowała. Estar zaczyna konkretne śledztwo, wydarzenie goni wydarzenie i zaskoczenie zbliża się wielkimi krokami.

Podsumowując. Książkę oceniam na czwórkę. Nie jest to lektura, która na długo zapadnie w mej pamięci, ale miło ja będę wspominać. Polecam

Zapraszam do wyzwania Polacy nie gęsi...


wtorek, 23 października 2012

"Rycerz kielichów" Jacek Piekara

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 08:41 5 komentarze Linki do tego posta

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza Runa , Marzec 2011
ISBN: 978-83-89595-76-8
Liczba stron: 336
ocena 2/6

Polska fanstastyka nigdy nie zaprzątała mi głowy za mocno. Dopiero od pewnego czasu czytam książki z tego gatunku i sprawdzam, co polscy pisarze mają mi do zaoferowania. Tym razem sięgnęłam po "Rycerza kielichów" autorstwa Jacka Piekary. Nazwisko pisarza obiło mi się kilkukrotnie o uszy , więc mając okazję zapoznać się jego twórczością chętnie z niej skorzystałam . Czy warto było? O tym za chwilkę.

Głównym bohaterem jest zwyczajny , współcześnie zapracowany na maksa mężczyzna. Jest on zmęczony swoją monotonną codziennością. Nic go już nie cieszy i nie sprawia satysfakcji. Pewnego dnia na ulicy mija nieznaną mu dziewczyna. Ta szepcze słowa" Czy mogę śnić twój sen". Mężczyzna nie zważając na zagadkowe słowa kobiety i udaje się do domu. W nocy śni mu się niesamowity sen. Sen jest o tyle dziwny i intrygujący, dlatego że bohater jest w nim rycerzem, porusza sie na swym oddanym druhu- smoku. Ale co w tym dziwnego? Przecież fantazję senne są normą. Otóż bohater odnosi wrażenie jakoby wszystko działo się w rzeczywistości. Budzi się i zapomina o śnie. Podczas powrotu do domu, dnia kolejnego znów spotyka nieznajomą i ta ponownie powtarza to samo zdanie,co dnia poprzedniego. Mężczyzna czuje się zaintrygowany i pragnie dowiedzieć się o co dziewczynie chodzi. Czy pod jej słowami kryje się choroba psychiczna, a może jakiś głębszy sens? Kobieta wyjaśnia mu , że nazywa się Anna i , że jest jakby medium , pomostem między życiem realnym a krainą snu oraz , że głęboko odczuwa wszystko to, co śni się naszemu bohaterowi. Para postanawia zamieszkać ze sobą. Bohater ma bujnie życie seksualne i ponownie nawiązuje znajomość z damą, której imienia kompletnie nie pamięta. W krainie snu  bohaterek nosi imię Lanne Lloch l'annach. Trafia on do królestwa Kornelii (z którą notabene też miał burzliwy romans), ta jednak uznaje go za zdrajcę i postanawia stosownie ukarać. Jednak rycerz unika kary poprzez ponownie uwiedzenie księżniczki. ..
Trudno jest mnie ocenić tę książkę. Dla mnie to taka bajeczka nie wiadomo o kim i dla kogo. Bohater w realnym świecie jest napompowanym samcem. Żadna mu nie umknie, a on jest kochankiem przecudownym. Natomiast w świecie snu jest potężnym rycerzem, a jego rywale czują przed nim respekt i bojaźń. Dzięki swoim podwórkowym doświadczeniom jest wstanie pokonać najzręczniejszych wrogów.  

Najśmieszniejszy był fakt, że rycerz nie miał zielonego pojęcia o dowodzeniu, strategii, a przemówił takim "ludzkim" głosem do swoich  towarzyszy, że ta garstka pokonała wielotysięczną armie Suzerena
Przyznaję, że na początku wciągnęłam się w całą tę historię. Odniosłam wrażenie, że tak zapowiadająca się opowieść przeniesie mnie w świat intryg, odwagi i brawury. A z każdą kartką czułam się coraz bardziej zawiedziona. Bohaterowie byli bezkształtni, bez wyrazu. Cała akcja sprowadzała się do dziwnych , niezrozumiałych dialogów oraz naciąganych na siłę scen więzienia, ucieczki itp.. Jak dla mnie za mało było fantastyki samej w sobie. Ta pozycja ma wiele nieścisłości, niedociągnięć i kompletnie brak w niej logiki.
Jacek Piekara skutecznie mnie do siebie zniechęcił.

Zapraszam do wyzwania Polacy nie gęsi...

Książkę kupicie w...





poniedziałek, 22 października 2012

Za chwilkę, za dni kilka...

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 04:00 21 komentarze Linki do tego posta

Październik się kończy, a mnie zaczyna już łapać zimowe lenistwo . Śpiąca chodzę, niczym zombi. Próbuję się zorganizować i ustawić do pionu, co w moim przypadku nie jest takie łatwe, gdyż z natury jestem trudna i nawet sama sobie potrafię okoniem stanąć. Choć kodeksy i ustawy spoglądają na mnie złowrogim wzrokiem, a raczej już niewybrędnym językiem "nawołują" mnie do porządku, ja ulegam książką z innej półki. Tak więc na najbliższe dni sobie przygotowałam oto takie cuda:)



czwartek, 18 października 2012

"Dziewicza podróż" Graham Masterton

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 05:50 8 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Piotr Kuś
tytuł oryginału: Maiden Voyage
wydawnictwo: Książnica, Katowice
data wydania: 2012
ISBN: 978-83-245-7807-8
liczba stron: 528
kategoria: thriller/sensacja/kryminał
ocena 2/6

Twórczość Grahama Mastertona znam. Znam jego styl w wersji społeczno-obyczajowej -"Pani fortuny" oraz wersji horror- "Czerwony hotel". Ksiązkę "Pani fortuny" wywarła na mnie tak dobre wrażenie, że postanowiłam tym razem skusić się na "Dziewiczą podróż".

Jest rok 1924. Beztroskie zycie Catriony Keys zmienia się niespodziewanie po śmierci ojca, który był potentatem przemysłu żeglugowego. Ostatnim przedsięwzięciem ojca Catriony-Stanley Keys była budowa luksusowego statku o nazwie "Arcadia". Statek ma wyruszyć w swoją pierwszą podróż tydzień po śmierci Stanleya. Statek ma płynąć do Ameryki. Catriona jako jedynaczka staje na czele firmy, która boryka się poważnymi kłopotami finansowymi. Kobieta wkracza w świat interesów, rywalizacji, intryg , przepychu i rozpusty.

Muszę przyznać, że książki średnio mi się podobała. Historia moim zdaniem jest banalna , a sama postać kobiety taka naiwna. Cud piękność, której każdy mężczyzna pożąda. Mężczyźni to rozpustnicy i wielcy materialiści, dla których kobieta jest jak trofeum.
Najbardziej mnie irytowała wątek romantyczny , jeśli tak można tą sytuację nazwać. Catrona na statku poznaje Marka, który chcę poprzez uwiedzenie spadkobierczyni skłonić ją do sprzedaży mu "Arkadii". Drażniły mnie opisy dwuznacznych sytuacji,które próbował nakreślić autor. Jest to dla mnie próba stworzenia intymnego klimatu, która była zbyt sztuczna i jakby pisana na siłę. I pytam się dlaczego bohaterka musi ulegać "zbójowi"? Czy nawet jeśli by przeżyła chwilową fascynację Markiem, nie mogłaby znaleźć kogoś lepszego. Zmiana postępowania Marka to jakaś literacka kpina i kompletnie do mnie nie trafia taki przekaz. Nagle drań staje się aniołkiem. Jasne.

Wadą w moim odczuciu są tez opisy przepychu i bogactwa statku. Pisarz inspiracje chyba zaczerpnął z Titanica. Choć jest dużo dialogów i powinno się czytać szybko i przyjemnie, mnie się ta czynność strasznie dłużyła i popadałam w stany czytelniczego otępienia. Minimalne zwroty akcji to za mało, by mną wstrząsnąć, oczarować, ale przede wszystkim obudzić.

Na plus przemawia fakt, a raczej epizod w tej powieści. Mianowicie taka, że młody człowiek, który nienawidzi kapitalistycznego systemu ukrywa się w bagażowni, by tam zdetonować trotyl i wysadzić statek w powietrze. I ten wątek powinien być rozwinięty. Wtedy to byłby thriller , a nie jakaś romantyczna papka.

Niestety, tym razem Masterton mnie nie uwiódł. Na półce leżą "Upadłe anioły" i czuję, że wersji z pazurem pisarz mi bardziej leży. Zobaczymy.

Książkę przczytałam w ramach wyzwania Z LITERĄ  W TLE

środa, 17 października 2012

"M jak merde!" Stephen Clarke

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 08:06 11 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Baltyn Hanna
tytuł oryginału: Dial M for Merde
wydawnictwo: W.A.B.
data wydania: lipiec 2010
ISBN: 978-83-7414-734-7
liczba stron: 344
słowa kluczowe: Francja
kategoria: Literatura piękna
ocena 4/6

Pierwszy raz o tej książce usłyszałam jakiś czas temu oglądając autorski program Doroty Wellmann -"Czytam, bo lubię" . Dziennikarka tak zchwalała kunszt i niebywałe poczucie humoru autora Stephena Clarke'a, że pocuzłam, że gdy tylko będę miała okazję zapoznać się z jego książkami bezwłocznie to ucznie. I taka okazja się nadarzyła.

Stephen Clarke urodził się w 1959 r. w Wielkiej Brytanii. Studiował w Oksfordzie. Od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Paryżu. Jest autorem bestsellerów "Merde!Rok w Paryżu", "Merde! W rzeczy samej", "Merde! Chodzi po ludziach. Wydał również żartobliwy poradnik "Jak rozmawiać ze ślimakiem. Dziesięć przykazań, które pomogą ci zrozumieć Francuzów".

Jak wynika z tytułów książek Anglik zaczął na postawie swoich obserwacji pisać o Francuzach, i wcale nie w formie przewodnika , ale w formie przygodowo kryminalnej. Głównych bohaterem jest Paul West, co w mniemaniu Francuzów tłumaczy się jako północny-zachód.

W "M jak merde" Paul West wypoczywa ze swoją seksowną przyjaciółką M, jak ją nazywa. M jest oceanografką i wypoczynek to dla niej też niebezpieczna misja. Otóż M śledzi na francuskim wybrzeżu przemytników kawioru pozyskiwanego z jesiotrów. Paul mając nadzieję, że "łóżkowe" spędzenie urlopu musi się zmierzyć z grupka napalonych i bezpruderyjnych Angielek, oddziałem komandosów.
Niemałym problemem dla bohatera jest również ślub jego eks- partnerki Elodie. Ale co może być w tym kłopotliwego skoro Paula i Elodie łączy tylko i wyłącznie przyjaźń? Otóż kobieta prosi Westa, by ten zajął się cateringiem na jej ślub i francuskiego arystokraty oraz zaimponował babce narzeczonego, która jest "starą kur..." Sam pomysł, żeby Anglik gotował Francuzom, jest dość ryzykowny, ale to jeszcze nic w porównaniu z tym co się wydarzy....

Teraz rozumiem zachwyt redaktor Wellmann na tą książka. Mnie się również podobała, może nie tak bardzo, bym mogła ocenić ja na 5 a nawet 6. Szczególny plus za pokazanie w ironiczny sposób obrazu prawdziwego Francuza, który jest "służbistą", często nie uprzejmy, szczególnie dla Anglików. Clarke stworzył książkę ciepłą i dowcipnym, typowym angielskim (miejsca wisielczym) humorem. Autor pokazał również jak doskonałym jest obserwatorem ludzkich zachowań, jak pochodzenie i tradycja wpływa na mentalność danego narodu. Ale przede wszystkim jak małe pomyłki językowe mogą skomplikować życie.

Czytając te pozycję czuje się, że pisanie jej sprawiło dużą przyjemność pisarzowi. Język jest prosty , plastyczny, obrazowy i chwilami można sie na głos zaśmiać. Do tego okładka jest nietypowa i zachęca by się dowiedzieć, co kryje się pod ślimaczkiem w kieliszku z jakimś trunkiem. Polecam wszystkim tym, którzy gustują w specyficznym angielskim humorze , a i lubią pośmiać się z francuskiego narodu. Ja bardzo lubię.

wtorek, 16 października 2012

Lista życzeń:)

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 07:17 10 komentarze Linki do tego posta

Ta książka to nie tylko osobiste wyznanie człowieka, który miał ogromny wpływ na obecny kształt naszego kraju, ale przede wszystkim cenna lekcja historii z pierwszej ręki.

Według najnowszych badań CBOS Ryszard Kalisz cieszy się, zaraz po prezydencie Bronisławie Komorowskim, największym zaufaniem Polaków. Jest także najchętniej zapraszanym przez media politykiem.
Ryszard Kalisz jeden na jeden rozmawia z Krzysztofem Kotowskim ? pisarzem, dziennikarzem i autorem kilkunastu książek i tomików poetyckich.
Historia błyskotliwej kariery prawnika, a następnie polityka sekretarza stanu i szefa kancelarii Prezydenta, współautora dzisiejszej Konstytucji, posła, ministra spraw zagranicznych, jednego z liderów SLD.

Osobiste spojrzenie zwykłego człowieka, jakim zawsze chciał być, ale także najpopularniejszego polityka obecnej opozycji, na historię III RP. Tajniki zakulisowych politycznych gier, korytarzy sejmowych, historia konfliktu słusznych i wykluczonych oraz wnikliwa analiza największych afer ostatniego ćwierćwiecza. Intrygującym dodatkiem do wywiadu jest Podręcznik do ludzi, czyli alfabet Ryszarda Kalisza nazwiska znanych, ważnych i lubianych w autorskim wyborze i przedstawieniu.

Bohaterem powieści jest Jeremiasz, sympatyczny i błyskotliwy trzydziestodwulatek, który znalazł się na tzw. życiowym zakręcie. Jest piekielnie zdolnym operatorem filmowym, ale okazał się zbyt prawy i bezkompromisowy, by zrobić karierę w filmie. Nie ma pracy, przędzie więc cienko, a kredyt za mieszkanie spłacać trzeba. Bo przecież nie może mieszkać z matką, która ciągle wtrąca się w jego życie. Jeremiasz wie dużo o kobietach, ba! wie o nich wszystko, a może nawet więcej, bo gdzie się obróci, tam jakaś pani - a to matka, a to sąsiadka z piętra, a to córka sąsiadki, a to Zmora mieszkająca piętro niżej, a to kumpela, z którą można pogadać jak z najlepszym przyjacielem. A wszystkie od niego czegoś żądają i każda sprawi mu jakaś niespodziankę.

Da Chen jest przewodnikiem po najskrytszych zakątkach ludzkiego serca. To czyste piękno, strona po stronie. Janet Fitch Miłość i obsesja - dwie kobiety, dwie nieujarzmione żądze.Kiedy Pickens zobaczył po raz pierwszy Annabell, od razu wiedział, że ta dziewczyna zawładnie jego życiem. Zmysłowa i delikatna, jakby utkana ze złotych nici chińskiego stroju, który nosiła na pamiątkę dziecięcych lat spędzonych w imperium. Ale czy taka miłość w ogóle może się dokonać? Kiedy Annabell ginie w pożarze, Pickens jest przekonany, że jej duch opętał jego ciało i steruje życiem. Annabell chce, by wrócił do ukochanych Chin. Chce, by spotkał łudząco do niej podobną Qui Rong. Chce, by w ten sposób ich miłość pokonała śmierć.

W powieści "Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich" ukazane zostały dalsze losy bohaterów bestsellerowej trylogii "Cukiernia Pod Amorem". Iga Toroszyn, współwłaścicielka cukierni, ma powody do niepokoju. Z muzeów na całym świecie nieznany sprawca kradnie obrazy namalowane przez Rose de Vallenord. Jest więc zagrożony także, będący w posiadaniu rodziny, portret Tomasza Zajezierskiego. Tylko czy to na pewno dzieło słynnej rudowłosej artystki, która przed laty rozkochała w sobie młodego hrabiego? Odpowiedzi na to pytanie poszuka Nina, historyczka sztuki z Warszawy. W tym celu wyruszy do Paryża śladami Róży z Wolskich.

Bardzo niegrzeczna książka dla kobiet. Jak się bawić we dwoje, żeby się bawić AŻ TAK? W sypialni nie musisz być grzeczną dziewczynką. Poddaj się pożądaniu, które Cię ogarnia! Ten poradnik poprowadzi cię bez wpadek przez eksperymenty, które zawsze cię pociągały. Wszystko, na co masz ochotę, jest dozwolone. Poczytaj. Wybierz to, co najbardziej cię kręci. Wypróbuj. Niegrzeczne dziewczynki bawią się tak, jak im się podoba!









                        Któraś w waszych klimatach?


poniedziałek, 15 października 2012

"Potem" Guillaume Musso

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 05:29 14 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Melech Wiktoria
tytuł oryginału: Et apres
seria/cykl wydawniczy: Pi
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 2006 (data przybliżona)
ISBN: 8373592199
liczba stron: 304
kategoria: Literatura piękna
ocena 4/6

Guillaume Musso urzekł mnie powieścią "Będziesz tam?" dlatego biorąc do ręki "Potem" miałam naprawdę duże oczekiwania. Oczekiwałam podobnych wzruszeń, szybszego rytmu bicia serca, jak i akcji, która nie pozwoli mi odłożyć książki, aż do ostatniej przeczytanej kartki. Czy "Potem" spełniło moje wymagania?

Głównym bohaterem jest nowojorski adwokat Nathan Del Amico. Pochodzi on z bardzo biednej rodziny, a jego wychowaniem zajmowała się wyłącznie matka. Ojca nie zna. Matka Nathana jest kobietą odpowiedzialną i gotową na cieżką, niewolniczą pracę by zapewnić odpowiedni byt dla jedynaka. Kobieta zatrudnia się u bogatych Wexlerów, gdzie Nathan zaprzyjażnia się z ich córką Mallory. Odtąd dzieci razem dorastają, by później połączyła ich wielka miłość. Jednak ten związek nie był w stanie przetrwać nagłej śmierci synka pary. Małżeństwo się rozpada. Mallory zabiera córkę i się przeprowadza. Nathan rzuca się wir pracy niezważając na objawy potencjalnej choroby serca. Kancelarie, w której pracuje Del Amico odwiedza Garrett Goodrich, chirurg i opiekun ludzi śmiertelnie chorych. Posiada on dar-dostrzega świetlistą aureolę nad osobami, która mają w niedługim czasie umrzeć. Jest on tak zwanym posłańskiem. Nathan nie wierzy chirurgowi, ale po kilku "śmierciach", które przewidział lekarz , Nathan zaczyna wierzyć w posłańców i uświadamia sobie, że i on niedługo odejdzie. Zaczyna inaczej spoglądać na dotyczasowe życie i porządkuje swoje stosunki z byłą żoną i teściami. Ale czy to on ma umrzeć? Przecież Goodrich nie powiedział mu tego wprost...

Książka jest dobra i przejmująca, ale dla mnie to za mało. Moje oczekiwania przerosły efekt przeczytania tejże książki. Nathan jest dla mnie za mało wyrazisty, za mało było go w samym sobie. Jest to nostalgiczna i refleksyjna opowieść o śmierci, ale tylko w takim wnioskiem, że nie znamy dnia, ani godziny. Niepodobało mi się zakończenie historii. Myślę, że mogłaby się zakończyć bardziej pozytywnie, by uwierzyć, że człowiek próbuje się zmienić i żyć lepiej dla określonego celu. A tymczasem jego kolejne chwile to cierpienie i ból.

Język jest plastyczny i prosty. Nie ma żadnych zagmatwań i utrudnień w czytaniu. Jednak ja czytałam prawie trzy dni, kiedy powinnam pochłonoć "Potem" w jeden dzień. Były momenty, gdy się lekko nudziłam, oczekiwałam szybszego przebiegu akcji. Choć rozumiem, że zapewne celem autora było pokazanie, że człowiek w obliczu groźby śmierci powinien zwolnić bieg.

Podsumowując. Ksiązka jest dobra, nie rewelacyjna jak jej poprzedniczka. Ale wszystko nie może być takie same, bo byłoby to bezcelowe. Na pewno nie straciłam sympatii do pisarza i gdy tylko nadarzy się okazja, to bez zwłoki sięgnę po jego kolejną książkę.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z LITERĄ W TLE.

niedziela, 14 października 2012

Ilustrowana szkoła gotowania. Kuchnia włoska krok po kroku.

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 09:04 7 komentarze Linki do tego posta

Wydawnictwo: Jedność
Wymiary: 200 x 245 x 35
Oprawa: twarda
Ilość stron: 512
Rok wydania: 2011
ISBN: 9788376602035

Są tacy, którzy rodzą się z zadziwiającym wyczuciem i smakiem kulinarnym. Kuchnia jest ich wielką pasją. Delektują się każdą chwilą, którą spedzają przy przygotowaniach nowego smakołyku. Kochają książki kulinarne itp. Ale są też takie osoby, które nie mają "gotowania" genach, ale lubią się uczyć i eksperymentować. I właśnie dla takich ludzi chciałabym zaprezentować książkę, która w ostanim czasie zwróciła moją szczególną uwagę.

Książka ta nosi tytuł "Ilustrowana szkoła gotowania. Kuchnia włoska ktok po kroku". Dlaczego szkoła? Gdyż jest pokazane za pomocą fotografi jak przyrządzić potrawę, a nawet poszczególne składniki krok po kroku. Można się zapytać po co to? Ale czy każdy z nas wie jak oprawia i przygotowuje np. karczocha, albo owoce morza? Przypominam, że chodzi o smakołyki kuchni włoskiej, więc składniki i przepisy są włoskie oczywiście.

Pozycja podzielona na działy:
*ciasta i przygotowania wstępne: ciasto słone, słodkie, ryż,zboża i jajka,
*sosy: buliony, wywary, przyprawy, pzretwory na słodko i słono,
*mięsa: białe, czerwone i dziczyzna,
*ryby: mięczaki i skorupiaki,
*warzywa: owocowe i strączkowe,
*owoce: cytrusowe, egzotyczne, i sezonowe,
*słodkości: kremy i dekoracje


Dwa ostatnie działy to słowniczek pojęć (np. czosnek w koszulce czy zest), które zostały użyte przez autorów oraz ostatni dział , czyli indeks (podzileony na trzy części: produkty, przepisy, potrawy.


Jest to wielkie zbiór wiedzy. Na poczatku każdego działy są pokazane jakie przybory będą nam pomocne podczas gotowania oraz opis ich najprzydatniejszych funkji. Książka jest kolorowa, czytelna, napisana przystępnym, zrozumiałym językiem. Od samego oglądania ślinka leci.
Więc, jeśli kuchnia to Twoje małe królestwo i chcesz przyrządzić dla bliskich np. doskonały makaron, pizze, homara czy tiramisu , to ta książka może Ci się spodobać.

Książkę kupisz w....



piątek, 12 października 2012

"Kształt wody" Andrea Camilleri

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 10:37 5 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Jarosław Mikołajewski
tytuł oryginału: La forma dell'acqua
wydawnictwo: Noir sur Blanc
data wydania: luty 2007 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-7392-225-9
liczba stron: 180
kategoria: thriller/sensacja/kryminał
ocena5/6

Jak już pisałam w niedawnym poście, że bardzo lubię brać udziała w różnych wyzwaniach czytelniczych. "Nakłaniają" mnie one do szukania książek, które być może bym ominęła sięgając po zupełnie coś innego. Takim wyzwaniem, które działa na mnie mobilizująco jest niewątpliwie Book-Trotter. W tym mięsiącu Kasia zaproponowała literaturę włoską. No i zaczęłam moje ulubione zajęcie, czyli szperanie na bibliotecznych półkach. Znalazłam "Kształt wody", ale z czym to się "je"? Okazało się, że to pozycja z mojego ulubionego gatunku -thriller/sensacja/kryminał. Autor mi zupełnie nie znany do tej pory.

Autorem jest Andrea Camilleri(ur. 1925r. w Porto Empedocle na Sycylii), profesor akademii teatralnych i filmowych we Włoszech, reżyser teatralny. Jest poetą i autorem licznych opowiadań;prozą zajął się późno i od razu odniósł sukces. Jego powieści sensacyjne przyniosły mu sławę i popularnośc także za granicą, przede wszystkim za sprawą postaci komisarza Montalbano. Akcja wszykich książek rozgrywa się w fikcyjnym, ale jakby z życia wziętym miasteczku sycylijskim.

Tym razem komisarz Montalbano staje przed niełatwym zadaniem. Próbuje on wyjaśnić (w jego odczuciu) zagadkową śmierć polityka-inżyniera Luparello. Akcja dzieje się w miasteczku Vigata. Dwaj śmieciarze znajdują zwłoki w samochodzie. Samochód wraz z ciałem inżyniera Luparello zaparkowano w dzielnicy, która słynie z prostytucji. Denat jest obnażony i ewidentnie wskazuje, że przed śmiercią odbył stosunek seksualny. Biegli stwierdzają, że przyczyną śmierci był atak serca wywołany nadmierną dawką uciech erotycznych. Jednak komisarz Montalbano ma wątpliwości czy tak było? A jeśli już tak, to czemu lokalna osobowość postanowiła "bzykać" na widoku i do tego w takim miejscu? Komisarz jest naciskany z każdej strony, by zamknął sprawę. Jakby szóstym zmysłem odczuwa dziwne zachowanie różnych osób i znalezionych w pobliżu zwłok zagadkowych przedmiotów. Montalbano postanawia "zabawić" się w Boga...

Muszę przyznać, że początek lektury nie był łatwy, ale to wszystko ze względu na potrzebe przyzwyczajenia się do nazwisk bohaterów, ale też ze względu, iż pisarz nie zaakcentował następujących po sobie dialogów rozmów telefonicznych. Ale już po około 10 stronie wgryzłam się w fabułę i wraz z komisarzem próbowałam rozgryźć co się stało inżynierowi. Co najfajniejsze w tej lekturze, to to, że inżynier ma fascynujące życie. Sam komisarz jest normalnym stróżem prawa, czyli nie bierze łapówek, dba o podwładnych, potrafi ich zbesztać (ale tylko dla ich bezpieczeństwa), ma normalny, szczęśliwy związek itp. Ma też umiejętność szerokiego spojrzenia na sprawę, umie kombinować i łączyć fakty, przy ograniczonych możliwościach technicznych czy "ludzkich". 

Książka jest złożona z dużej ilości dialogów, które mają czystą wypowiedź, bez żadnych dopowiedzeń narratora. Akcja jest wartka, bez zbędnych opisów krajobrazów itp. Kryminał nie jest obszerny. Widać, że autor skupił się na stworzeniu konstruktywnej fabuły , a nie na laniu wody.

Chciałabym zwrócić uwagę na zakończenie powieści. Jest ono zupełnie inne i niespodziewane. Już zamówiłam sobie kolejną pozycje tego autora, więc możecie wkrótce znowu usłyszeć o komisarzu Montalbano. Polecam

Tak się złożyło, że książka swą tematyką lub autorem mieści się w założeniach wyzwania: Book-Trotter, 3 Pik, La Dolce Vita





czwartek, 11 października 2012

"Prawdziwa królowa Elżbieta II jakiej nie znacie" Andrew Marr

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 10:41 13 komentarze Linki do tego posta

wydawnictwo: Marginesy
data wydania: wrzesień 2012
ISBN: 978-83-933758-3-7
liczba stron: 400
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
ocena poza skalą

Tę rodzinę zna cały świat. Ten kraj rokrocznie odwiedzają miliony turystów. Ten kraj był kolonialnym mocarstwem. Tego języka uczą się miliony ludzi na całym świecie. Z tego kraju wywodzi się wiele wybitnych osobowości z różnych dziedzin sztuki czy kultury. Wielka Brytania-wielka pod każdym względem. Od 59 lat na czele tej monarchii stoi Królowa Elżbieta II. Jeśli dożyje ona 2 czerwca 2013r. będzie najdłużej panującym władcą Wielkiej Brytanii.

Ale jaka właściwie jest królowa. Czy przypisywany jej chłód, dystans i obojętność (chociażby w sytuacji, gdy księżna Diana zmarła) jest uzasadniony? Czy to prawda, że żonę swego wnuka Wilhelma traktuje, jak kobietę z ludu? Ostatnio słyszałam, że księżna Katarzyna musi dygać przed "rodzonymi" członkami książęcej rodziny. Jeśli byłaby to prawda, to byłoby  poniżające dla przyszłej żony króla Wilhelma.A wspomnę, że matka Elżbiety II pochodziła z ludu. Obserwatorzy od zawsze próbują rozgryźć, co się dzieje za tym "ponurym" usposobieniem. Wielu podejmowało się próby pisania rzetelnych biografii, choć wiadomo, że jest to utrudnione z wielu względów. Sylwetka Elżbiety II przeniesiono również wielokrotnie na duży ekran. Najbardziej pamiętny jest film pt. "Królowa" z Helen Mirren w roli głównej z 2006r. Aktorka za tę rolę otrzymała Oskara. Być może niektórzy z Was oglądali również "Jak zostać królem". Jest to historia Jerzego VI, ojca królowej, który boryka się z przypadłością jąkania oraz strachem przed publicznymi. Czemu wspominam o Jerzym VI? Ponieważ król miał brata, który był naturalnym następcą trony. Jednak zrzekł się on trony, by poślubić rozwódkę. Gdyby nie ten fakt Elżbieta II zapewne cieszyłaby się życiem z dala od dworu i polityki. 

Autorem biografii królowej jest Andrew Marr-dziennikarz i obserwator brytyjski. Autor w książce stara się przedstawić prawdziwą twarz królowej. Robi to przez pryzmat wychowania jej przez rodziców, jak i wydarzenia, które wpływały i wpływają nadal na jej wizerunek. Autor wspomina, że gdyby królowi Jerzemu VI i jego żonie Elżbiecie Bowes-Lyon urodził się jeszcze syn, to on byłby królem bez znaczenie którym byłby dzieckiem. Ponoć Elżbieta będąc dziecka modliła się o brata. Stało się inaczej i to ona po śmierci ojca stanęła na czele monarchii. Według ludzi z którymi ona pracuje (a ja zawsze myślałam, że ona jest istnym figurantem) wypowiadają się oszczędnie, ale i z wielką sympatią. Dziennikarz przytacza wiele zwyczajnych, rodzinnych wydarzeń, często dramatycznych, gdzie wyłania się obraz królowej sympatycznej, empatycznej, wyrozumiałej oraz bardzo dyskretnej (pamiętajmy, że nigdy nie udzieliła wywiadu telewizji, ale i nie ujawnia ona swoich rozmów z kolejnymi przedstawicielami rządu).

Królowa też jest opisana jako osoba, której niełatwo było iść z duchem czasu. Jej zacofania wynikało z różnych kwestii. Opisany jest również stan majątku rodziny królewskiej. Można się dowiedzieć, że do rodziny królewskiej należy np. dno morza, najsłynniejsze ulice i budowle w Londynie itp. Są również opisane niełatwe relacje między księciem Filipem a jego synem księciem Karolem. Podoba mnie się np. fakt, ze w całym uwielbieniu dla królowej Marr nie bał się określić Elżbiety, jako osoby bez wykształcenia. Marr nie bał się poruszać także tematów trudnych i tabu. Jednak wniosek jest jeden. Na zewnątrz królowa jesy oschła, bo tego się od niej oczekuje!

Książka jest zbiorem informacji nie tylko z o samej rodzinie królewskiej, ale też wiedzy historycznej, politologicznej, kulturalnej itp. Jest to szerokie kompendium wiedzy i jakbym chciała wszystkie wątki opisać zajęłoby to wiele czasu i podchodziłoby pod książkę. Dlatego sami się musicie przekonać czym ujęła mnie ta pozycja. Bo to nie tylko treść, ale i zdjęcia i wszystko czego należy szukać w takiego rodzaju publikacji.



środa, 10 października 2012

Udział w wyzwaniach czytelniczych zobowiązuje:)

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 09:10 30 komentarze Linki do tego posta

Był czas, kiedy nie brałam idziału w żadnych wyzwaniach czytelniczych. Teraz jestem na ich punkcie "zakręcona". Zawsze staram się tak dobierać literaturę, by pasowały. Wychodzi to z różnym skutkiem. W tym miesiącu skupiłam się na wyzwaniu "Z literą w tle". Przedstawiam Wam , co jeszcze w tym miesiącu przeczytam :)


Chyba nie muszę opisywać, bo tytuły są widocznie. Dodam tylko, że na samej górze znajduje się kryminał, który przeczytam zgodnie z wyzwaniem literatury włoskiej.

A czy Wy lubicie brać udział w wyzwaniach?



wtorek, 9 października 2012

"Przez ciemne zwierciadło" Philip K.Dick

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 06:51 3 komentarze Linki do tego posta
tłumaczenie: Tomasz Jabłoński
tytuł oryginału: A Scanner Darkly
wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
data wydania: sierpień 2012 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-7510-920-7
liczba stron: 376
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
ocena 5/6

"Nie jestem postacią występującą w tej powieści. Jestem samą tą powieścią. W tych czasach było nią całe nasze społeczeństwo"

Nie wiem ja Wy, ale ja wiem po jakich autorów "nigdy" nie sięgnę. Nie mówię o tych, których już miałam wątpliwą przyjemność, ale też o tych, którzy nie są, że się tak wyrażę  "w moim typie". Ale są i tacy autorzy, którzy mogliby nie pasować do mojej bajki, a daje im szanse z ciekawości, za namową czy choćby zaintrygował mnie opis i szata graficzna okładki.

Takim autorem , gdzie w dużej mierze odegrał opis jest Philip K.Dick. Zanim sięgnęłam po "Przez ciemen zwierciadło". Poczytałam trochę o pisarzu i dowiedizałam się, że jest twórcą głównie powieści z gatunku SF. Nie jest to mój ulubiony gatunek literacki, ale wychodzę z założenia, że trzeba się otwierać na nowe, bo być może coś tracimy.

Philip K.Dick urodził się w 1928 r. w Chicago. Krótko był studentem Uniwersytetu Kalifornijskiego Prowadził sklep z płytami i stację radiową. Przeszedł tez doświadczenia z narkowtykami, które wykorzystywał w swej twórczości. Zmarł w 1982 r.. Wydał kilkadziesiąt powieści, z których wiele weszło do kanonu literatury SF. Był też autorem kilku powieści obyczajowych osadzonych w latach 50-tych i 60-tych XX wieku. O większości jego rówieśników uhoronowanych Nagrodą Pulitzera czy literacką Nagrodą Nobla niewielu już pamięta, on zaś ma coraz liczniejsze grono wielbicieli, a o jego książkach pisze się doktoraty. Jest on autorem m.in. "Ubika", "Blade runner", "Valis" czy "Czlowiek z Wysokiego Zamku".

Warto dodać. że ilustracje do książki wykonał polski malarz i rzeźbiarz-Wojciech Siudmak.

„To, co mnie obserwuje, nie jest żywe. Przynajmniej nie dla mnie. Nie wiem, co to mogłoby być. Z jednej strony to głupie, a z drugiej przerażające, pomyślał. Jakaś rzecz robi ze mną, co chce, w moim własnym domu, na moich oczach. Na oczach tego czegoś, w zasięga jego wzroku. To coś nie mruga"

Tematem fabuły są uzależnianie szczególnie od narkotyków. Jest to trochę biograficzna powieść, chociażby z punktu widzenia osoby uzależnionej od narkotyków jakim był Philip K. Dick. Książka zaczyna się w momencie, gdy poznajemy Jerrego. Jerry jest przekonany, że małę strworzonka- mszyce chcą go zabić. On niby z nimi zajmuje swoją klitkę, a inni ludzie są ich nosicielami. Jerry ma świra na punkcie higieny, jednocześnie bardzo ubolewa, że jego pies musi się męczyć  Jerry jest narkomanem i nagle braknie mu towaru....
Jest też  Arctor- surrealistyczny policjanit, który wnika w świat narkomanów.....

Jeżeli to ciąża urojona, to będę miała urojoną skrobankę i zapłacę za nią urojonymi pieniędzmi." -Ciekawe kto jest na urojonej pięciodolarówce- powiedział Arctor. -Kto był prezydentem który najwięcej sobie uroił? -Bill Falkes. Falkesowi tylko wydawało się, że jest prezydentem.” 

Cała akcja dzieje się w epoce hipisów, którzy odrzucali życie "zwyczajnego" Amerykanina i oddawali się uciechom ciała, ćpanie było dniem powszednim.
Książka ma w swobie więcej cech surrealizmu niż SF, ale ja w notce o autorze wspomniałam, że pisał on również powieści bardziej społeczne. I chyba ta książka jest taka, bardziej społeczna niż fantastyczna. Jest bardzo dużo, często zabawnych dialogów. Nie raz się uśmiałam, ale i przeraziłam, jak  życie uzależnionego człwieka jest ograniczone, nawet w takiej epoce hipisów.

„- Każdy człowiek widzi tylko drobny ułamek całej prawdy i bardzo często, a właściwie nieprzerwanie i celowo oszukuje się również co do natury tego niewielkiego, lecz bezcennego ułamka. Część jego jaźni obraca się przeciw niemu i zachowuje się jak inna osoba, zwalczająca go od wewnątrz. To człowiek w człowieku. Człowiek który jednocześnie nie jest człowiekiem. Kiwając głową jakby poruszony mądrości...”

Myślę, że autor poprzez wędrówkę przez ludzkie słabości i mentalność, chcę przekazać czytelnikowi absurt niektórych zachowań i decyzji człowieka.

Polecam Wam ta książkę, gdyż jest ona niezwykle zakręcona, jak i bardzo realistycznie pokazująca jak to było tam w Kaliforni kiedyś, a może i jest nadal?</ Książkę kupicie w



poniedziałek, 8 października 2012

"Strategie geniuszy"

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 06:02 3 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Cezar Matkowski
tytuł oryginału: Strategies of Genius, Volume Two
seria/cykl wydawniczy: Strategie geniuszy
wydawnictwo: Sensus
data wydania: 2012 (data przybliżona)
ISBN: 9788324636402
liczba stron: 216
słowa kluczowe: startegie, geniusz, albert, einstein
kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)

Albert Einstein-jeden z największych fizyków-teoretyków XX wieku, twórca ogólnej i szczególnej teorii względności, współtwórca korpuskularno-falowej teorii światła, odkrywca emisji wymuszonej. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w 1921 roku za wyjaśnienie efektu fotoelektrycznego. Opublikował ponad 450 prac, w tym ponad 300 naukowych *

Sylwetka Alberta Einsteina jest znana głównie z zajęć szkolnych. Ale nikt nie omawia dokładnie na czym polega jego geniusz. Że geniuszem był to sprawa oczywista, jego dorobek znany. Ale jaki był mechanizm jego myślenia?

Tę kwestię bliżej w książce pt. "Strategie geniuszy. Myśl jak Albert Einstein" przedstawia Robert B. Dilts.
Robert B. Dilts jest jednym z najbardziej znanych i nadal tworzących trenerów programowania , czyli NLP. Jego wkład w tę dziedzine obejmuje wiele technik odnoszących sie do poznawczych tez, modelowania zachowań, strategii zachowań oraz komunikacji. 

Fizyka nigdy nie była moim konikiem, aczkolwiek poznawanie sylwetek ludzi wybitnych, którzy odegrali znaczączą rolę w życiu człowieka zawsze mnie ciekawią.  Pozycja ta to nie biografia naukowca, a przedstawienie jego założeń myślowych. 
Książka dzieli się na dziewięć rozdziałów odnoszących się m.in. do struktur strategii myślenia Einsteina. Plus daje książce za graficzne przedstawienia tez naukowca, a minus , za zbyt naukowy język.

Bradzo fajne jest to, że na końcu książki znajduje się słowniczej pojęć NLP, co laikowi trochę przybliża określenia zastosowane w treści.

Polecam tą lekturę fascynatą nauk ścisłych, bo humaniści moga się szybko zniechęcić do specyficznego  fizycznego języka.

Książkę kupisz na stronie SENSUS

niedziela, 7 października 2012

"Tyrmandowie.Romans amerykański" Agata Tuszyńska

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 10:05 4 komentarze Linki do tego posta

wydawnictwo: MG
data wydania: październik 2012
liczba stron: 272
kategoria: Literatura piękna
0cena 6/6

Leopold i Mary Ellen Tyrmandowie-polsko-amerykańskie małżeństwo, zakończone nagle przez śmierć pisarza. Poznali się w 1970 r. Ona magister liberystyki, przyszła doktorantka na Uniwersytecie Yale, wysyła list do gazety, by przekazała autorowi artykułów, wyrazy uczanowiania i potwierdzenie słuszności jego słów na temat "sowieckiego totalitaryzmu". Kto był adresatem tejże wiadomości?

To on- lat 50, polski pisarz, stypendysta Departamentu Stanu dla "znaczącej postaci opiniotwórczej"-Leopold Tyrmand, wychowany i urodzony w Warszawie. Teraz polski amerykanin.

Jedna wiadomość i zmiana na całe życie. 

Związek Państwa Tyrmandów zapoczątkował jeden list, a tak naprawdę było ich całe mnówstwo. Listy osobiste, intymne, jak i takie z których płynie zwyczajność bytu, ale również intelektualna mądrość pary.
 Mamy możliwośc zapoznania się z korespodencją między małżonkami z wczesnego okresu ich znajomości, jak i późniejszego. Niczym szpiedzy czytamy te listy dzięki dwóm osobom. Pierwszą jest wdowa po pisarzu, która latem 2010 roku zajrzała do dziewiętnastowiecznej komody w swoim nowojorskim mieszkaniu i odnalazła (myślała, że zaginione) listy z pierwszego okresu jej znajomości z mężem. Ciągle zastanawia  się skąd one się tam wzięły. Natomiast drugą osobą, która miała decydujący wpływ na powstanie tej książki jest oczywiście autorka, czyli Agata Tuszyńska.

Agata Tuszyńska jest poetką , pisarką. Jest autorką biograficznych portretów Isaaka Bashevisa Singera, żydowskiego pisarza, noblisty, polskiej feministki Ireny Krzywickiej i wielu innych znaczących postaci.

Tym razem Agata Tuszyńska postanowiła napisać o Leopoldzie Tyrmandzie, który w latach 50-tych XX wieku był jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobowości w Polsce. Jednak z Polski wyjechał, ja sam mówił z przyczyn niby prozaicznych, ale dla pisarza jego pokroju były to powody bardzo istotne. Mianowicie "Polska miała dla niego gorzki smak. W swoisty sposób go bolała. Mówił o tym. Miał żal do swojej ojczyzny, która nie pozwalała mu pisać, jak chciał i potrafił".
W USA pisarz pracował jako wykładowca, pisał artykuły do gazet o literaturze, komunizmie itp. Tu poznał właśnie młodą żydówkę Mary Ellen Fox. Uczucie nie wybuchło od razu, Mary Ellen postanowiła "zagiąć parol" na mężczyźnie, który ją zafascynował nie urodą, a siłą umysłu. To intelekt pisarza ją pociągał, to jego poglądy , zdecydowany ton jego wypowiedzi ją zafascynował. On już dwukrotnie żonaty, uznawany za playboja chwicił haczyk. Zrodziło się uczucie. Ale nie jest to prosta miłość, na drodze stoi matka Mary Ellen, która sama żyje w dziwnym układzie z mężem i przyszywanym bratem. Matka Mary Ellen chcę dla niej męża statecznego,o stabilnych zarobkach. Córka nie ulega presji i zostaje wyrzucona z domu. Leopold i Mary Ellen pobierają się. Rodzą im się bliżnięta-syn i córka.

To wdowa jest źródłem informacji o pisarzu, to ona kreuje obraz Tyrmanda. Obraz bardzo prawdziwy i bez idealizowania. Okazuje się , ze Leopold miał wiele cech, był mężczyzną o wielu twarzach i zainteresowaniach. Był dojrzały, dominujący, egocentryczny, narcystyczny, a jednocześnie zabawny i nieznośny. Uwielbiał amerykańskie supermarkety, ale zachowywał zdrowy finansowy rozsądek. Uwielbiał słuchać jazzu oraz jeść cuchnące, lejące się camembarty. Był oddanym synem , przyjacielem. Żonę kochał bardzo (choć kobieta wspomina o zdradach) , ale to dzieci były całym jego światem. Był on mistrzem, guru i przewodnikiem życiowym rodziny. Mimo swojej władczości żona się nie skarży, a docenia tę cechę , która mogłaby wiele kobiet denerwować. Wdowa docenia każdy dzień, mięsiąc i rok życia z tak wybitną jednostką i mówi "To było tak dawno...Dobrze, że było. Bez Niego, bez naszej wspólnej historii, byłabym dziś innym człowiekiem".

Chciałbym zwrócić też fakt na formę wydania lektury. Okładka jest twarda, co nadaje jej eleganckiego charakteru. Ksiązka jest okraszona osobistemi zdjęciami ze zbiorów Mary Ellen, są również skany oryginalnych listów. Polecam Wam serdecznie, gdyż to nie jest sucha biografia , lecz uczuciowa forma pokazania sylwetki tego nieszablonowego człowieka.

                                    Za ksiązkę dziekuję


"Przetrzymać tę miłość" Ian McEvan

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 03:00 9 komentarze Linki do tego posta

tytuł oryginału: Enduring love
wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 2006
ISBN: 83-247-0560-0
liczba stron: 238
kategoria: Literatura piękna
ocena 3/6

Ian McEvan urodził się w 1948 roku w Wielkiej Brytanii. Jest autorem zbioru opowiadań "Pierwsza miłość, ostatnie posługi" oraz wielu powieści, m.in.: "Betonowy ogród", "Ukojenie", "Dziecko w czasie", "Niewinni", "Amsterdam", "Sobota" oraz "Przetrzymać tę miłość".
Ta ostatnia została przeniesiona na kinowy ekran, gdzie występują: Daniel Craig, Rhys Ifans, Sanantha Morton.

Pisarz na podwaliny książki "Przytrzymać tę miłość" wybrał bardzo ciekawy temat schorzenia medycznego-obsesje homoerotyczną z akcentami religijnymi.

Akcja zaczyna się w momencie, gdy jeden z głównych bohaterów Joe Rose odbiera swoją żonę z lotniska i zabiera ją na romantyczny piknik w parku, gdzie za parę chwil rozegra się dramatyczna walka o życie. W pewnym momencie Clarrisa i Joe są świadkami, jak pilot balonu stara się przymocować kotwicę do podłoża. Tą czynność uniemożliwia mu silny wiatr. Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że wewnątrz balonu znajduje się dziesięcioletni chłopiec. Joe podobnie jak czterek innych mężczyzn, który zauważyli żmudne wysiłki pilota biegną z pomocą. Niestety mężczyźni tracą siły i puszczają liny, ale jest jeden który tego nie zrobił. Jest nim Logan, który w momencie wznoszenia się balonu nadal trzyma liny. NIestety wraz z nabieraniem wysokości balonu i on puszcza liny, ale jest za wysoko, by mógł przeżyć taki upadek...
Ta śmierć niesie za sobą konsenkwecje, lecz śmierć śmiałka jest tylko tłem wydarzeń, które mają dopiero nastąpić. Otóż wśród pięciu mężczyzn, oprócz Joe jest także młody człowiek o imieniu Jed Parry. Joe i Jed nie znali się wcześniej, ale zachodzi między nimi "coś", co Perry uznaje za znak od Boga i wyzwala w nim poczucie potężnej miłości, bez racji butu, do Joego. Zaczyna on Joego prześladować. Gdy prześladowca zaczyna zaciskać swoje macki na życiu Joego ten ucieka się do rozpaczliwych środków, by ocalić swoje małżeństwo oraz życie...

Ciekawą postacią jest Jed, który żywi przekonanie, że jest w miłosnej komunikacji z osobnikiem ze znacznie wyższej sfery, który również jest w nim zakochany i to on pierwszy nawiązał kontakt. Taka forma może przybrać formę tajemniczych sygnałów, bezpośrednich kontaktów oraz wykorzystania środków. Jed uważa, że czuwa nad obiektem swojego urojenia.

Książka może i byłaby świetna i mogłaby mnie pochłonąć bez reszty, ale jej konstrukcja w ogóle do mnie nie dotarła. Owszem plusem jest jej fabuła, nie jest ona obszerna, ale zdecydowanym minusem w moim odczuciu jest zbyt filozoficzny język. Ten zlepek rozważań Joego zaburzały moje skupienie i harmonie czytania. Było wiele momentów, gdzie zwyczajnie gubiłam wątek, nuda sięgała zenitu.

Podsumowując.
Daję książkę słabą trojkę. Uważam , że fabuła jest świetnym pomysłem na film, ale książka z takim wydaniu nie jest czymś, co podbije moje serce.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Z LITERĄ W TLE

sobota, 6 października 2012

"Trzy oblicza pożądania" Megan Hart

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 10:39 13 komentarze Linki do tego posta
seria/cykl wydawniczy: Mira
wydawnictwo: Harlequin Mira
data wydania: 03 październik 2012
ISBN: 978-83-238-6650-3
liczba stron: 416
słowa kluczowe: literatura erotyczna, piękna
kategoria: Literatura piękna
ocena poza skalą

Długo się zastanawiałam od której strony mam ugryść tę recenzję. Po przeczytaniu musiałam ochłonąć dwa dni, bo choć już jestem pełnoletnia i seks nie jest mi obcy, to takie podejście do tego intymnego tematu jest dla mnie czymś nowym w literaturze. 

Wydawnictwo Mira ma to do siebie, że wydaje książki, które mają podteksty erotyczne. Doceniam odwagę wydania tej fantastycznej książki, gdyż zdaje sobie sprawę, że wzbudzi ona wiele kontrowersji. No wygadałam się, ale cóż na to poradzę, że fabuła mnie poruszyła. Zagłębiałam się w losy głównych bohaterów i z każdą stroną było mi żal, że zbliżam się ku niechybnemu końcowi.

"Podniosłam powoli ręce, ujęli moje dłonie i wtedy ich przyciągnęłam. Poczułam na plecach ręce męża obok rąk Alexa. Nie byliśmy już trójkątem o ostrych wierzchołkach, lecz tworzyliśmy krąg. Spleciony z ramion, nóg i złączony wspólnym pragnieniem"

Główną bohaterką jest 29-letnia Anne. Jest ona żoną Jamesa, córką ojca alkoholika, nielubianą synową swojej wścibskiej teściowej oraz najstarszą z czterech sióstr. Jej małżeństwo jest niemal idealne. Seks jest boski. James potrafi ją zaspokoić na różne wyszukane sposoby. Kobieta nigdy nie narzeka na brak orgazmów, ale jest na tyle powściągliwa, by te częśc swojego pożycia małżeńskiego trzymać wewnątrz siebie. Nie dzieli się ona swoimi tajemnicami, przeżyciami i nabytym doświadczeniem nawet z Clare, która jest najmłodsza z sióstr (jest także bardzo frywolna w swoich kontaktach oraz jednorazowe kontakty nie są jej obce). Choc życie z Jamesem jest satysfakcjonujące, to istnienie w jego rodzinne to nie idylla, a koszmar. Matka mężczyzny zamęcza Anne nieustającymi radami, wskazówkami, pytaniami o dziecko (o które niby małżonkowie się starają, a Anne ukrywa przed mężem,że stosuje antykoncepcje). Napiszę to, teściowa to po prostu niezła cholera. Anne boli fakt, że James jest zbyt uległy wobec matki, a ona musi spełniać jej oczekiwania i udawać cichą i pokorną synową. Miarka w tej kwestii się przebierze. Kiedy? Nie powiem.
Do domu Anne i Jamesa wprowadza się Alex-kolega Jamesa. Anne na początku jest nastawiona sceptycznie do mieszkania pod jednym dachem z zupełnie nieznaną osobą, ale powoli zaczyna się do niego przekonywać. A już zupełnie się do niego przekona, gdy mężczyźni po misternej grze przemienią cichą, powściagliwą Anne w demona seksu. Z pary powstanie trójkąt, którego poczynania są tak śmiałe, że ja będąca mężatką czytałam z wypiekami na twarzy, z "rozdziabionymi" ustami oraz szeroko otwartymi oczyma. Opisy aktów seksualnych są bardzo śmiałe i obrazowo napisane. Stosunki są dokładnie przedstawione, bez zasłony tajemnicy. Słownictwo jest obcesowe, dosadne, ale i idealnie pasujące do tego typu relacji. Słowo „pieprzyć” występują chyba najliczniej w całej powieści.

"Nigdy nie zdradziłam męża. Nie miałam też żadnych  powodów. by podejrzewać, że on mnie zdradził. A teraz zapraszaliśmy obcą osobę do naszego łóżka. Musiałam być stuknięta, żeby nie czuć niepokoju"

Książka ta nie jest powieścią, której fabuła toczy się od stosunku do stosunku. Jest to lektura wielopłaszczyznowa, ponieważ bohaterka musi się zmierzy z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa (nałóg ojca, odejście matki, poronienie, prawie utonięcie), kłopotami sióstr-jedna ma męża hazardziste, druga jest lesbijką, trzecia zachodzi w ciąże z żonatym facetem (one też wprowadzają zróżnicowanie temperamentów, cech i zachowań, ale także są nieodzownym elementem całej powieści), ale przede wszystkim musi się uporac się z rodzącym się uczuciem fascynacji do Alekxem. Musi okiełznac swoje popędy seksualne oraz zapanować nad strachem, że okłamuje siebie, męża itp.  Dodatkowo Anne podejrzewa męża o skłonności homoseksualne. Podejrzewa, że mąż zainicjował "miłosny trójkąt" po to, by być z Alexem w łóżku. Czy tak jest? Czy to może hormony?

"Podążanie zwyciężyło nad zdrowym rozsądkiem. Zupełnie jak w przeszłości, gdy moje ciało zignorowało rady umysłu i serca. Dojrzałam, ale nie zmądrzałam"

Przez całą powieść dostrzegamy jak bohaterka się zmienia, przekształca swoje priorytety. Zaczyna oswajać swoje demony przeszłości. Godzi się sama ze sobą. Musi wybrać czy taki układ, gdzie funkconuje wśród dwóch mężczyzn jej odpowiada. Czy może czas wracać do spokojnego życia małżeńskiego? A może odejść? Nasuwa się oczywiście pytanie czy "trójkąt" nie wpłynie na normalne relacje między małżonkami? Czy świat będzie taki jak dawniej?

Wielki plus otrzymuje ode mnie garfik, który projektował okładkę.Jej ciemne tło budzi zmysły, a element w postaci jabłka byl doskonałym pomysłem. Możby, by iść na łatwiznę i wrzucić wizerunki ludzi, ale nie , i dobrze. Jabłko symbolizuje coś zakazanego i grzesznego. Czyta taka jest ta książka?

Książka jest skierowana do odważnego odbiorcy. Czytelnika, który odrzuca pruderię i oprócz scen seksu dostrzerze głębie kobiecej natury i problematykę psychiki głównej bohaterki. Ja nie jestem pruderyjna i bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę i Wam polecam również.

                                   Książkę kupicie w


piątek, 5 października 2012

"Kobieta, która wyszła za chmure" Jonathan Carroll

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 05:13 12 komentarze Linki do tego posta
tłumaczenie: Jacek Wietecki
tytuł oryginału: The Woman Who Married a Cloud. The Collected Short Stories of Jonathan Carroll
seria/cykl wydawniczy: Salamandra
wydawnictwo: Rebis
data wydania: maj 2012
ISBN: 978-83-7510-861-3
liczba stron: 184
kategoria: literatura współczesna
ocena 6/6

Jonathan Carroll jest jednym z najpopularniejszych w Polsce pisarzy amerykańskich. Mieszka we Wiedniu. Jego wszystkie książki ukazują się nakładem Wydawnictwa Rebis. Carroll jest autorem między innymi uwielbianej przeze mnie powieści "Kraina chichów", "Dziecko w niebie" i wielu innych. Jest również autorem trzech zbiorów opowiadań, jednego zbioru scenariuszy filmowych oraz napisał książkę -bloga "Oko dnia".

Gdy byłam nastolatką zaczytywałam się w powieściach autora i niedługo zamierzam wracać do jego powieści, by przypomnieć sobie czym mnie urzekły, lata temu. Tymczasem sięgnęłam po najnowszą pozycję wydaną na polskim rynku wydawniczym.
"Kobieta, która wyszła za chmurę" jest najnowszym zbiorem opowiadań napisanych przez pisarza.  Opowiadań jest dwanaście, a sama lektura jest bardzo krótko, bo liczy zaledwie 182 strony. Jak łatwo policzyć każde opowiaanie jest krótkie, ale jakie treściwe. 

Zbiór otwiera opowiadanie o tytule takim, jak cała książka.  Mnie najbardziej zapadły w pamięci dwa utwory. Mianowiciem "Złodziej grawitacji" oraz "Skradziony kościół".
Ten pierwszy opowiada o otyłym mężczyźnie, który ma złamane serce. W końcu decyduje się na jogę, a tam uczy się kraść poczucie grafitacji swojej byłej dziewczynie. Jak? Przeczytajcie.
Z kolei "Skradziony kościół" nie opowiada o złodziejach, ale o małżónkach, którzy śnią wspólny sen. Co ciekawe małżonka nie zna swoich teściów . Teraz ma ich poznać, ale ci już dawno nie żyją.....

Tym zbiorem Jonathan Carroll przypomniał mi za co pokochałam jego twórczość.Pokochałam za jego niedopowiedzenia, analizę ludzkiej natury, za urywanie sensu losów bohaterów w pół zdania. Carooll ma zadziwiającą zdolność do wgłębiania się w niepokojące kwestie  utraty ludzkiego zaufania między najbliższymi sobie osobami, ukrywanych tajemnicach, samotności oraz o tym , że nie zawsze jest tak jak się nam wydaje. W jego książkach panuje magnetyzm, magia jest wyczuwalna na każdym kroku. Bohaterowie są zwyczajny, szarzy, ale każdy kryje w sobie to" coś",co boli ,smuci, śmieszy. Autor przeprowadza każdego przez własne wady, zalety oraz skłonności to ich wewnętzrnego świata, by wyostrzyć problem. Nie podaje rozwiązań na tacy. Nic jest proste i oczywiste. Wnioski musi wyciągnąć czytelnik już sam.

Cóż mi pozostaje , jak zachęcić Was do wkroczenia w świat Carrola. Poczujecie te magiczną siłę abstrakcji.
W świecie pisarza nic jest zwyczajnie i do przewidzenia. Jego świat jest dziwny i często niewytłumaczalny.
Jest połączeniem elementów grozy i fantastyki. Polecam gorąco!

czwartek, 4 października 2012

"Śmierć w mroku" J.D.Robb,Mary Kay McComas, Ruth Ryan Langan, Mary Blayney

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 04:47 6 komentarze Linki do tego posta

tłumaczenie: Bogumiła Nawrot
tytuł oryginału: Dead of Night
seria/cykl wydawniczy: Nora Roberts
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: styczeń 2010
ISBN: 978-83-7648-314-6
liczba stron: 424
kategoria: thriller/sensacja/kryminał
ocena 4/6


W czasie ostatniego "nalotu" na zasoby biblioteczne wyciągnęłam z półki książkę mojej ulubionej amerykańskiej pisakri. Kogo? NIe będę pisać, bo to doskonale wiecie. Jak zauważyliście dosyć często pozycje Nory Roberts często goszczą na moim blogu. Nie inaczej jest dziś. Z tą różnicą, że nie jest to powieść, a zbiór czterech opowiadań i nie tylko w wykonaniu Nory Roberts.

"Śmierć w mroku" jak już wcześniej wspominałam jest to zbiór czterech opowiadań i nie tylko o tematyce kryminalnej, ale również fantastyki, romansu i obyczaju. Autorkami są : Nora Roberts, Mary Kay McComas, Ruth Ryan Langan oraz Mary Blaybey.

Pierwsze opowiadanie (moim zdaniem najlepsze) nosi tytuł "Śmierć w mroku" autorstwa Nory Roberts. Opowiada o kolejnym śledztwie porucznik nowojorskiej policji-Eve Dallas. Tym razem zostaje zamordowana bogata i rozpieszczona dwudziestodwulatka. Kobieta umiera  wykrwawiając się. Rany zostają zadane na szyi i przypominają ugryzienie wampira. Wszystkie drogi prowadzą do podziemnego lokalu, gdzie spotykają się fetyszyści wampiryzmu...

Drugie opowiadanie pt."Niezwykła przygoda" wyszło spod pióra Mary Blaybey. Tematem jest poszukiwanie znaczenia tajemniczej monety. Moneta zostaje wręczona młodej Amerykańskie przez tajemniczego "kustosza" muzeum. Amerykanka obecnie przebywa we Włoszech, i tu spotyka barmana, który jest bardzo zainteresowany monetą. Oboje bohaterów dziwną siłą zostaje przeniesionido przeszłości...

Trzecie nosi nazwę "Wieczna miłość" przedstawia nam historię Laurel, która podczas zwiedzania szkockiego zamku zostaje uprowadzona przez wojownika imieniem Con. Con utrzymuje, że Lauren jest jego zaginioną żoną. Czy tak jest? Czy namacalne podobieństwo kobiety do żony Cona ma szerszy sens?

Czwarte, którego tytuł to "Po drugiej stronie" odnosi się do życia Susan- gospodyni domowej, która wiecznie zabiegana nie ma czasu dla siebie i czuje, że nikt nie docenia jej zabiegów. Autorka Mary Kay McComas przenosi kobietę do alternatywnego świata, by jej udowodnić, że nie zawsze jest tam, gdzie jej nie ma....

Cztery opowiadania, cztery gatunki, cztery bohaterki, cztery cele. Przeczytałam wszystkie i nie było dla mnie zaskoczeniem, że najbardziej przypadły mi do gustu pierwsze i trzecie opowiadanie. Wiadomo, mam sentyment do Eve Dallas. Natomiast los Laurel był fantastyczną fikcją.. Znajduje się w czasach współczesnych, by za chwilę za sprawą Cona być w latach średniowiecza. Musi zapanować nad swoim strachem, uczuciami, które się budzą, choć są zakazane i musi znaleźć sens jej podróży w czasie.

Nie dziwi mnie fakt dlaczego wszystkie panie postanowiły wydać książkę pod sztandarem Nory Roberts. Same, by nie osiągnęły takich nakładów wydań. Ja sugerowałam się nazwiskiem widniejącym na okładce, nie czytałam opisu. Aczkolwiek historię są ciekawe, a język przykładny.

Mam jeden podstawowy zarzut, mianowicie, na postawie każdego pomysły na te "mini" powieści, można by pokusić się o napisanie czegoś bardziej obszernego. U Nory Roberts zabrakło mi tych zaułków śledztwa, do których zdążyłam się przyzwyczaić. Za szybko poznałam zabójcę dziewczyny i tylko czekałam, jak zostanie mu udowodniona wina.

Podsumowując. Książka mnie nie powaliła, ale jest dobrą pozycją i dlatego dostaje czwórkę.


JEDNO OPOWIADANIE PRZECZYTANE W RAMACH WYZWANIA "LITERĄ W TLE"

środa, 3 października 2012

Jestem sobie taki skromny stosik:)

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 10:12 15 komentarze Linki do tego posta

Przedstawiam Wam mój zapas, który dołączył do pażdziernikowego planu czytelniczego.


Marta Polańska "Gimnastykę korekcyjną można polubić"
Jonathan Carroll "Kobieta, która wyszła za chmurę"
Megan Hart "Trzy oblicza pożadania" zostało 60 stron do końca, lektura  HOT
Andrew Marr "Prawdziwa królowa Elżbieta II"
Agata Tuszyńska "Tyrmandowie. Romans amerykański"

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review