środa, 9 stycznia 2013

"Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich" Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 06:59

seria/cykl wydawniczy: Podróż do miasta świateł tom 1
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: październik 2012
ISBN: 978-83-10-12176-9
liczba stron: 480
kategoria: literatura współczesna
ocena6/6

Długo czekałam na najnowszą powieść Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Wielokrotnie w komentarzach na Waszych blogach podkreślałam, że pisarka jest moją ulubioną polską pisarską. Moje serce skradła sagą „Cukiernia pod Amorem” Spędziłam z tą sagą trzy cudowne dni, zupełnie się zatracając w czytaniu . Później niestety przeczytałam „Serenadę” i stwierdziłam , że pisarka koniecznie powinna pisać książki w stylu „Cukierni…”.

Po „Podróży do miasta świateł. Róża z Wolskich” naprawdę dużo oczekiwałam, ale nie ukrywam, że będzie to niesamowita książka. Czy miałam rację? O tym za chwilkę. Teraz słów kilka o fabulę.

Nina Kirsh – historyczka, która przybywa do Gutowa, na pogrzeb ciotki Róży, której praktycznie nie znała. Zatrzymuje się w hotelu w Zajezierzycach, gdzie zaczepia ją Iga Toroszyn (bohaterka „Cukierni pod Amorem). Iga podejrzewa, że obraz jej krewnego, czyli hrabiego Tomasza wiszący w holu mógł wyjść spod pędzla słynnej malarki Rose de Vallenord, która ponoć właśnie była ciotką Niny czyli zmarła Różą. Kobiety postanawiają poznać historię portretu , a i historyczkę zaciekawia życie ciotki. Czy to Róża była tą słynną francuską pisarką? Jeśli tak, to co się stało, że wróciła do Polski, by nauczać w szkole i umrzeć samotnie?

Co mnie zachwyciło, to powrót do Gutowa i Zajezierzyc oraz do bohaterów z „Cukierni pod Amorem” . Róże poznajemy w już w sadzie, gdy jako niezamężna , niezależna Francuska wraca do kraju rodziców, by pochować w Polsce ojca. Mieszka wraz z matką u swoich kuzynów i tu poznaje młodziutkiego Tomasza. Romans trwa krótko , acz bardzo burzliwie…

W pierwszym tomie „Powrót do miasta świateł” pisarki przybliża nam życie Róży od chwil dzieciństwa, gdy ojca jej zamknięto w więzieniu, a ona wraz z matką przybywają do Paryża, by zamieszkać ze starym wujem Izydorem. Dziewczyna jest dotknięta dziwnym schorzeniem, które objawia się brakiem werbalnej komunikacji. Wuj Izydor próbuje swoją dobrocią i miłością sprawić , by w końcu zaczęła mówić. Nagle wuj traci duże pieniądze na giełdzie i popełnia samobójstwo. Od tego momentu Róża wraz z matką Krystyną są zdane tylko na siebie i muszą dostatnie życie zamienić na chwilę biedy. Wybucha wojna. Róża zdrowieje. Coraz widoczniej unaocznia się u dziewczyny talent malarski. Dzieje się także za sprawą zafascynowania malarzem, który jednocześnie jest księciem De Vallenord. Róża i księcia zaczyna lączyć romans, który działa destrukcyjnie na psychikę kobiety….

Konstrukcja powieści jest taka sama jak w „Cukierni…”, czyli występuje podzielenie treści na rozdziały ,w których chronologicznie poznajemy losy Róży oraz czasy współczesne wydarzenia roku 2011. Małgorzata Gutowska-Adamczyk z dokładnością przeplata losy nowych postaci, z tymi, których już czytelnik zna. Warto wcześniej przeczytać „Cukiernie pod Amorem”, gdyż wtedy czytelnik czuje się wtajemniczony w opisane wydarzenia w tejże powieści. Obie sagi są jak komponujące się elementy układanki.

Język jest również bardzo charakterystyczny. Jest giętki, opisowy i namacalny. Opisywany Paryż jest tak realistyczny, że czułam się niczym uczestnik akcji. Sama Róża jest postacią ciekawą. Niby samodzielna, feministka, a tak naprawdę krucha i delikatna w środku. Jej potomkini Nina Kirsh równie krucha , poszukująca miłości , samotna i „niekochana” przez swoją matkę.

Nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Szkoda, że przyjdzie mnie czekać , aż do jesieni tego roku. Jest to trochę frustrujące, ale cóż poczekam. Polecam Wam wszystkim serdecznie, bo naprawdę warto,


Polecam wyzwanie Polacy nie gęsi...

15 komentarze:

Antyśka pisze...

Mam ochotę na książkę w wersji tradycyjnej, bo na audiobooku trudno jest mi się skupić. :)

Sylwuch pisze...

A ja dalej nie czytałam żadnej powieści M. Gutowskiej - Adamczyk... Muszę to koniecznie nadrobić. Jednak, przynajmniej na pierwszy raz, sięgnę po wersję papierową. :)

ness pisze...

Ja też wolę książki w wersji tradycyjnej :)
Jeszcze nie czytałam żadnej powieści autorki więc czym prędzej muszę to nadrobić :)

Melania pisze...

Czytałam "Cukiernię pod Amorem " super, na tę książkę też mam ochotę, oczywiście w wersji tradycyjnej, jakoś do audiobooków jeszcze się nie przekonałam.

Taki jest świat pisze...

Zacznę od wersji papierowej, ale dźwiękowej nie mówię nie :)

Trinity pisze...

Strasznie mi się marzy ta książka w formie papierowej :-)

Miłośniczka Książek pisze...

brzmi bardzo interesująco :)
chyba skuszę się na tę książkę :)

Scarlett pisze...

Cukierni nie czytała, by wydawała mi się zbyt cukierkowa. Ta książka jest do tamtej serii podobna, więc raczej nie sięgnę.

Natasha pisze...

Będę się powtarzac ale - swietna ksiazka tak samo jak i jej autorka:)

Ewa Sobkowiak pisze...

Cukiernia wspaniała, tak samo Róża z Wolskich. Już nie mogę się doczekać następnej części Rose de Vallenord. W oczekiwaniu czytam inne książki Pani Małgorzaty. Polecam "Niebieskie nitki".

Jola pisze...

Szkoda,że nie lubisz krytyki i usunęłaś mój wpis.To żle o Tobi świadczy nie o mnie!

Jola pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Jola pisze...

Przeczytałam książkę i całą sagę napisaną przez panią Małgorzatę Gutowską Adamczyk i widzę tu podstawowe błędy w recenzji.ŚWiadczą one o tym,że ktoś kto recenzję pisał nie czytał powieści.Nina nie była spokrewniona z malarką Rose de Vallenrod.Jej ciotka miała na imię Agata.Róża z z Wloskich,której burzliwe życie jest w książce opisane to malarka i projektantka sukien ,a nie pisarka.To Agatę,a nie różę miała pochować Nina i dlatego pojechała do Gutowa.Pomieszanie z poplątaniem w tej recenzji,które niestety świadczy o nieznajomości książki.Usuwanie zaś ze strony krytycznej uwagi napisanej przez obserwatora blooga świadczy niezbyt dobrze o piszącej bloog.Przecież "prawdziwa cnota krytyk się nie boi"prawda?Pisząc powinnaś być nastawiona i na słowa krytyki!

Książkowe zauroczenie pisze...

Cieszę się, że błędy zostały wyłapane, świadczy to ,że ktoś czyta. Prowokacje uznaję za udaną i mam nadzieję, że mogę się w moim poscie o czytaniu czyiś wypocin mogę Cię wymienić, jako osobę , która czyta , a nie tylko zostawia komentarz innego typu.

A książki nie czytałam, tylko słuchałam , co dowodzi, że słowo pisane jest jednak lepsze i, że szczególy nie uciekają między wierszami.

Wezmę przykład z Ciebie i postawię na książkę , a nie audiobook i przeczytam jeszcze raz . Dziękuję za krytykę o proszę o więcej:)

Jola pisze...

Nie gniewaj się kochana za tę ostrą krytyką.Ja jestem "szczególarą" i lubię jak recenzja jest dokładana i trzyma się faktów.Osobiście nie jestem zakochana w audiobookach,bo mnie usypiają.Myślę też,że książka pani Małgosi wymaga uważnego czytania,by się nie pogubić w wątkach.

Prześlij komentarz

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review