wtorek, 25 czerwca 2013

"Brzydula. Historia niekochanej" Constance Briscoe

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 02:07

tłumaczenie: Krzysztof Dworak
tytuł oryginału: Ugly
wydawnictwo: Wydawnictwo BELLONA
data wydania: 23 lutego 2012
ISBN: 978-83-11-12221-5
liczba stron: 480
kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
ocena: 4-/6

Zapewne spotykaliście się z sytuacją, gdy zamykając ostatnią stronę powieści pomyśleliście "No tak, ale jak ocenić tę książkę? Z której strony ugryźć tę recenzję?"
Ja mam tak rzadko, zazwyczaj trafiam na dobre powieści, których ocena jest jednoznaczna. Natomiast z pozycją pt. "Brzydula. Historia niekochanej" autorstwa Constance Briscoe wprawiła mnie w poczucie konsternacji. Cóż można by o niej konstruktywnego napisać?

Ale wróćmy do początku tej historii ....
Książkę zauważyłam na stronie internetowej mojej powiatówki (biblioteka). A, że słyszałam wiele zachwytów, ochów i achów , to i ja ją sobie zamówiłam. Nadszedł ten dzień i mogłam się zabrać za czytanie.
Jest to książką biograficzna, choć lepszym określeniem byłby pamiętnik samej autorki.
Gdy ją odłożyłam na półkę długo się zastanawiałam, jak zabrać się do jej oceny? Jakie emocję we mnie zrodziła? Długo nie wiedziałam. Dlatego postanowiłam przeczytać jeszcze raz i odpowiedzieć sobie na wyżej  pytania.
 Constance Briscoe  w swojej powieści "spowiada się" czytelnikowi, jak bolesnym, traumatycznym i koszmarnym okresem było dla niej dzieciństwo. Dziewczynka była jednym z wielu dzieci matki imigrantki. Rodzice dziewczynki rozwiedli się , a ta wraz z rodzeństwem wychowywał się u boku matki. Wychowywała się to zbyt górnolotne słowo. Constance przemykała się , jak cień. Żyła w ciągłym poczuciu niebezpieczeństwa i strachu. Moglibyście zapytać czego się bała , mając tak wiele osób przy sobie?

Otóż bała się osoby, która powinna ją najbardziej kochać i dbać o dziewczynkę z całych sił - czyli matka.
To właśnie jej, rodzicielka zafundowała wieloletni koszmar, którego nie można zapomnieć, wybaczyć , a już na pewno zrozumieć.
Matka Constance , traktowała córkę, jak niewolnika, jak psa, śmiecia, zarazek oraz zbędny element domu.
Za najmniejsze przewinięcie biła, katowała, zastraszała, ubliżała, znęcała się, wyrzucała z domu, kazała spać na wycieraczce, na gołej ziemi... Tych okrucieństw zadawanych małej dziewczynce nie da się opisać, bo zaraz otwiera się przysłowiowy nóż w kieszeni .
Matka bohaterki wzbudza uczucie pogardy i obrzydzenia jej osobą. Nie mogę zrozumieć, jako matka, co nią kierowało. Constance nie była dzieckiem nadpobudliwym , agresywnym, niepokornym.
Była spokojna, opanowana, pokorna i dobrze się ucząca. Lecz mimo tego, matka nie umiała docenić dziewczyny, a liczne rodzeństwo przymykało oczy na ból zadawany siostrze i udało, że nic się nie dzieje. Czynili może tak ze strachu, choć mnie się wydaje, że z wyrachowania.
Niezrozumiały jest fakt, iż matka bohaterki nawet adoptowała cudze dzieci i kochała je, otaczała opieką. Więc dlaczego tak mocno nienawidziła Constance? 

Odrażający jest również fakt, że w tej całej sytuacji nie było ojca. Nie usprawiedliwia go rozstanie z żoną. Spłodził dzieci, powinien je chronić. Bohaterka go trochę rozgrzesza, że niby bał się byłej zony.
Przepraszam bardzo, to co to za facet? Bez jaj?

A, gdzie były instytucję administracji publicznej? Dziewczynka sama się zgłosiła do domu dziecka, próbowała popełnić samobójstwo, lecz nie było nikogo kto , by jej pomógł.
Jedynie nauczycielka zaopiekowała się dziewczynką, lecz w wyniku wypadku staciła końcyzny i Constance była zmuszona wrócić do rodzinnego "więzienia".

Dziewczyna nie poddała się. Emocjonalnie zaczęła dorastać, może zbyt szybko , ale zmusiło ją do tego życie. Postanowiła zostać prawniczką. i po trudach, znojach i latach wyrzeczeń udało się. Może święcić przykładem dla innych. Ja chylę czoła przed jej determinacją, zacięciem i dążeniem do celu.
Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to właśnie okres dzieciństwa. Druga zaś, to czas rozprawy sądowej, która dotyczy się rozsądzenie sporu, jak było naprawdę w czasach kiedy Constance była małą dziewczynką? Matka będzie chciała udowodnić, że  książka, która wydała jej córka to stek bzdur. W tym celu posłuży się nawet resztą swoich dzieci...

Książka jest zbiorem emocji. Czytałam i miałam poczucie współczucia, gniewy, żalu, niezrozumienia, buntu i nienawiści.  Ale coś mi nie pasowało. Coś ciągle wytrącało mnie z równowagi. Po dwukrotnym przeczytaniu powieści już to wiem, co to było.

Nie pasował mi użyty styl. Te zdania były zbyt proste, wyrażone zbyt dziecinnym językiem. Rozumiem , że są to wspomnienia kobiety, która poprzez taką formę wypowiedzi chciała podzielić się odczuciami dziecka, które gdzieś tam w środku autorki drzemie i wciąż "trawi" wszystko to , co ją spotkało.
Ale mnie to nie odpowiadało. Wolałabym bardziej złożone zdania, doroślejszy język. Dlatego druga cześć powieści bardziej mnie się podobała. To ona skupiła całą mogą uwagę i byłam ciekawa zakończenia tej historii.

Teraz już wiem, że jest to lektura godna polecenia, bo chyba emocje są tutaj najważniejsze. W końcu jest to książka o życiu.

Zapraszam do wyzwania Z literą w tle

14 komentarze:

Marta Truszkowska pisze...

Ja chyba jednak ją sobie daruję, jakoś nie sądzę by mogła mi przypaść do gustu... Świetna recenzja! :)

Meg Sheti pisze...

Jakoś nie mam na nią ochoty.

Paula pisze...

Bardzo pięknie napisałaś na początku tej recenzji. Że są czasem takie książki, o których nie wiadomo co napisać, jak ugryźć. Ja też miałam taką sytuację i do dziś kiedy ktoś pyta mnie co o tamtej książce myślę, nie wiem co powiedzieć, bo czyjegoś życia nie sposób ocenić. Fajnie, że Twoja negatywna opinia dotyczyła stylu pisania autorki, a nie oceniałaś jej samej. Fajnie mieć taką świadomość czytania - naprawdę wielki plus dla Ciebie :)

Ania1986 pisze...

Czytałam i byłam wstrząśnięta. Recenzja ok, ale nie mogę się zgodzić co do punktu odnośnie języka. Owszem język prosty, bowiem pisany z punktu widzenia dziecka, przeszłości. Ponadto skomplikowane zdania by tu nie pasowały szczególnie jak się opisuje o wykręcanych sutkach, biciu itd. Chyba dla czytelnika nie potrzeba nic więcej, a właśnie przez prosty język idzie tyle emocji, co podejrzewam przy jakiś złożonych zdaniach straciło by emocje i sens. W końcu chodzi tu o traumatyczne wspomnienia i przekaz, a nie kunszt literacki. Ale każdy ma prawo do własnego zdania i odbioru. Pozdrawiam :)

Książkowe zauroczenie pisze...

Dziękuję:)

Książkowe zauroczenie pisze...

Pewnie teraz czytać także ciekawą lekturę:)

Książkowe zauroczenie pisze...

Jest mi bardzo miło:)

Książkowe zauroczenie pisze...

Masz rację, ze gusta są różne:) I to jest fajnie, nie? Zgadzam się Tobą. Emocji jest co nie miara, aż strach, co to się dzieje.

awiola pisze...

Sama recenzja podniosła mi ciśnienie. Muszę koniecznie zajrzeć.

Alice booksloovers pisze...

Sama nie wiem, ten język pisania mnie troche odstrasza, ale masz racje, ze licza sie bardziej emocje. Berde miala ta ksiazke na uwadze.

Katie -Niepoprawna Romantyczka pisze...

Nie raz nie wiem jak zacząc recenzje. Albo opisze fabułę, a potem siedzę i patrzę się w migający kursor. O książce wiele słyszałam, gdy ją znajdę to pewnie przeczytam :)

Ania1986 pisze...

Oczywiście, że tak. Właśnie dlatego też lubię czytać, bo każdy słowo pisane odbiera inaczej i interpretuje. A, że lubię czytać innych recenzje, opinie to i zabieram głos :) A co do emocji to tak, targają we mnie do tej pory i jestem przekonana, że tę historię zapamiętam na zawsze. A jest już kontynuacja "Brzyduli", więc jak dorwę to przeczytam. :)

Książkowe zauroczenie pisze...

Dzięki za cynk, że jest już druga część powieści. Nie byłam tego świadoma. Wspaniale, że możemy zapoznać innych z ciekawostką ze świata literatury:)
Dziękuje Ci.

Książkowe zauroczenie pisze...

Ze wstępem tez czasami ma problem. Są książki, o których się piszę i pisze i ma się wrażenie, że za mało. Ale i są takie, które są doskonałe, a jednak wiele o nich rzec nie można.

Prześlij komentarz

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review