piątek, 4 października 2013

Ach, te stytystyki!!

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 04:46
Na blogu  Ann RK  (szczegóły TU ) poruszyła temat, który ostatnio wzbudza wiele kontrowersji, dyskusji i publicznych dysput. Ja chciałabym się sama odnieść do tego tematu.

NIE KUPUJĘ , NIE CZYTAM?

Mam w nosie te statystyki. Z prostego powodu. Otóż może i Polak wydaję mało na książki, ale pamiętajmy, że mamy kryzys ( i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej). Jest to kryzys finansowy,a nie czytelniczy. Czytam ogromnie dużo, mogłabym więcej, ale cóż czas się nie rozciągnie. Jestem matką, mam 30 letni kredyt hipoteczny, mam 1/4 etatu, więc się pytam Z CZEGO MAM KUPIĆ WIĘCEJ KSIĄŻEK PANIE PREMIERZE?Mam dwoje dzieci ( w tym jedno, a za rok kolejne , które dzięki Bogu się uczy). Oczywiście wolałabym te 400 zł, które wydałam na podręczniki wydać na książki , chociażby dziecięce, ale przecież cyfryzacja w szkołach to proces, który w moim mniemaniu nigdy się na dobre nie rozkręci ( przynajmniej w malutkiej szkole , jak mojej córki).

Poza tym, biblioteki znikają z mapy Polski, ale przecież sam minister Boni PLANUJE ZLIKWIDOWAĆ WIEJSKIE BIBLIOTEKI. Halo o co chodzi?

GUS niech krzyczy na ustrój, zaniedbanie w procesie wpajania kultury czytania w szkołach, w domach , o domach kultury nie wspomnę ( bo za moich czasów było inaczej) . Kluby dyskusyjne są np. w mojej powiatówce (które z roku na rok ma mniejsze subwencje), o godzinie 15, w środę. Nasuwa się kolejne pytanie. Kto ma w nich uczestniczyć, kiedy uczniowie wracają do domu po szkole, dorośli w pracy, a niepracujący rodzice ,dzieci nie mają z kim zostawić, bo dziadkowie do 67 lat pracować muszą.
Ludzie czytają. Ja może nie widzę tego tak tego w środkach transportu, bo jeżdżę tylko samochodem. Ale mieszkałam w Gdańsku, studiowałam w Warszawie i widziałam ludzi w tramwajach, pociągach itp z książką.

Powiedzmy sobie wprost szkoły w temacie czytelnictwa także nie trzymają już takiego poziomu , jak z moich czasów. Pamiętam, kiedy nauczyciel zachęcał, zabierał do biblioteki, tłumaczył , opowiadał, a teraz?
Ustawa o szkolnictwie jest bublem. Ja w pierwszej klasie już czytałam. Biegałam do miejskiej biblioteki . A teraz się zabrania uczyć dzieci w zerówce literek, pierwszych czytelniczych ruchów. Moja córka przez 1,5 miesiąca pierwszej klasy uczy się ślaczków, operowania ołówkiem. Poznała tylko A, O. Gdzie na angielskim musi już pisać i czytać słówka. Gdyby rodzice nie wkładali wysiłku w wczesnoszkolną edukację, to niewiele znalazło by się szkół, które zrobią coś więcej w tym temacie. Są nauczyciele, którzy zachęcają uczni, uczą naprawdę z powołania, ale są i tacy , którzy byle do przerwy. Wiem z doświadczenia.

Kanon lektur niezmienny, woła o pomstę do nieba. Po co mi "starocie", które wieją nudą. Dobrze klasyka zawołacie, patriotyzm itp. Ale trochę nowego , współczesnego świata, by nie zaszkodziło.

Choć kupuje coraz mniej, to mój tablet jest zawalony ebookami, które cierpliwie czekają na moment chwały. Może powinno się VAT zmniejszyć na książki, bo nie oszukujmy się książki są bardzo drogie . Np. "Przestępczość w czasach PRL-U" kosztuje 92 zł. NO to jakaś kpina. A, choć choruję na nią nie kupię . Mam inne wydatki. Za mnie nikt na zimę nie zaopatrzy dzieci. Więc , nie kupuję , nie znaczy nie czytam. Niedowiarków zapraszam na stronkę mojej powiatówki, gdzie prawie wszystkie pozycje mają status wypożyczone. A półki świecą pustkami

9 komentarze:

Honorata pisze...

W jednej kwestii tylko mogę Cię pocieszyć, kanon lektur się zmienił i sporo jest fajnych książek np Harry Potter czy książki Musierowicz. Ale prawda jest taka, że to głównie z domu dziecko wynosi zamiłowanie do czytania.Niepojęte jest dla mnie to co piszesz, że w 1 klasie dzieci nie uczą się czytać i pisać. To po co w ogóle chodzą do szkoły? Niech ten rok jeszcze w domu pobędą, bo tam też z powodzeniem nauczą się posługiwać ołówkiem.

Honorata pisze...

A sorki, piszesz o zerówce. Ale ja też do zerówki chodziłam i właśnie od tego była, żeby dzieci przygotować do 1 klasy i nauczyć pisać, czytać i liczyć.

Missy pisze...

Witaj,z satysfakcją wielką przeczytałam Twojego posta i w zupełności się z nim zgadzam.Mieszkam w dużej miejscowości,w której jest jena mała biblioteka,na dodatek zaopatrzona w nikomu niepotrzebne encyklopedie,a na półkach pustki między którymi pająki mogłyby tańczyć fokstrota;-)A jeśli już pojawi się jakaś nowość,to panie urzędniczki z gminy wydzierają ją sobie z rąk...Kiedy, tak patrzę na "Przestępczość w czasach PRL- U",to włos jeży mi się na głowie i pozostaje marzenie.Pozdrawiam.

Jola pisze...

Brawo.Zgadzam się z tobą całkowicie.Kocham książki,ale przy mojej 750 złotowej rencie na ile mogę sobie w miesiącu pozwolić?

Paulina Kwiatkowska pisze...

No niestety, książki są drogie.

Magda K-ska pisze...

Z tymi cenami książek to powiem tak, zgadzam się, że książki są drogie, za drogie jak na nasze biedne kieszenie. Zgadzam się, że dowalenie vatu tylko te ceny podniosło, z drugiej strony na studiach miałam zajęcia nt. mechanizmów działania wydawnictw, wydawania książek, kosztów itd. i aż mi oczy wyszły na wierzch, jak przy robieniu budżetu wydania jednego tytułu okazało się, że tak naprawdę cena tej książki nie jest wygórowana, wydawnictwo zarobi na niej grosze, i to dosłownie, a utrzymuje się tylko z bestsellerów, które od lat robią zysk. Jednak uważam, że skoro tak narzeka nasza władza na to, że ludzie nie kupują książek to niech może wspomogą jakoś wydawców, żeby te ceny były jednak niższe i przeciętny Kowalski mógł sobie kupić ot tak dla kaprysu jedną książkę w miesiącu. Kiedyś były podręczniki wydawane tak, że starczały na 3-4 lata i mogły spokojnie przechodzić po rodzeństwie czy znajomych (u mnie tak było), a teraz wcale się nie dziwię wydawcom, że chcą zarobić na tym co i tak ludzie muszą kupić, a jakby tak zmienić ustawę o podręcznikach, to inne książki by się może lepiej sprzedawały. Kolejna sprawa - nie kupować to nie jest równoznaczne z nie czytać, a tak się chyba wydaje rządzącym, mnóstwo ludzi korzysta z bibliotek (likwidowanych, kolejna bzdura) i co tu dużo mówić ściąga z internetu. Ubawiło mnie stwierdzenie chyba ministra kultury Zdrojewskiego, że trzeba kampanie społeczną zrobić, gdzie autorytety w osobach znanych ludzi, będą zachęcać do czytania. Panie Ministrze mnie nie zachęci autorytet, nawet największy, za to dobra fabuła i niska cena jak najbardziej. No to wylałam swoje żale:) Pozdrawiam

jusssi pisze...

Zgadzam się z Tobą w 100%. Niestety wobec tego wszystkiego czuję się bezsilna. Będzie lepiej? Raczej nie.

Krystyna Krasnoludek pisze...

Widać moje miasteczko dobrze broni swoich bibliotek (choć do nich nie zaglądam, dość ze za daleko - korzystałam, jak chodziłam do szkoły średniej - to jakoś wybór książek i atmosfera mi nie dopowiada), ponieważ z tego co na dzień dzisiejszy mi wiadomo jest ich 4 (do tego jedna pedagogiczno coś tam). Oprócz tego w niedalekiej wiosce (pół godziny piechotką chodzę) jest świetna, najlepsza na świecie moja ukochana biblioteka, nad bibliotekami - nigdy mnie nie zawiodła, oprócz tytułów, które są w niej od wieków, co roku przybywa nowości, Pani, która się nią opiekuje jest po prostu zachwycająca! Gdyby ktoś chciał zajrzeć zapraszam - bibiloteka ta znajduje się w Szewnie:)
Co do bidolenia, że Polacy niby pogrążają się w ciemnocie, bo nie wydają milionów na książki... kto ma ten wydaje, ja przyznaję bez bicia kupuję, gdy na prawdę muszę. Jak na przykłąd teraz - mam na studiach świetnego profesora, który oprócz naukowego bełkotu na temat pedagogiki specjalnej, dał nam tez parę lektur ze świata posługującego się normalnym języki. Mianowicie chodzi o książki ludzi, którzy przeżyli doświadczenie mieszczące się w tematyce profilu (np. Janusz Świtaj, Krystyna Kofta, Ryszard Makowski...). Niestety w bibliotece, niektórych nie mogę znaleźne, jednakże na pchlich targach z książkami łatwo je znaleźć za piątaka czy dyszkę - czyli za 16 można już sobie trzy książki kupić wystarczy poszukać;) Co znowu psuje statystykę o tym, że kupujemy tylko gazety;)
Rozpisałam się troszeczkę :) Podsumowując - jak ze wszystkim - nie ważne co widzi nasza wielka góra polityki schowana po kątach sejmu (przecież na dobrą sprawę z przeciętnym człowiekiem raczej do czynienia nie mają), ważne, że my widzimy, a obraz (moim zdaniem) wcale nie jest taki ponury, jak nam przedstawiają :)
Pozdrawiam serdecznie:)

Sebastian Kukla pisze...

Z czytaniem aż tak źle nie jest :) Ludzie czytają, ale kupują mało . Ja mam to szczęście, że na kilka książek miesięcznie mogę sobie pozwolić :) Z bibliotekami w okolicy też nie jest źle :)

Prześlij komentarz

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review