niedziela, 3 listopada 2013

Filmowa niedziela # 1

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 05:55

Niedziela to taki dzień, kiedy zwalniam, rozleniwiam się i z największą chęcią zasiadam przed ekranem telewizora czy komputera i nadrabiam zaległości w zgromadzonych filmach. Dziś zjadłam śniadanko i postanowiłam się zrelaksować .Pierwszy z dwóch filmów miał premierę w 2010 roku , a drugi w 2009 roku. Oba mi się bardzo podobały. I nie tylko ze względu na aktorki, które wcieliły się w postacie głównych bohaterek, a ze względu na całość fabuły, na piękną scenerię oraz podkłady muzyczne. Oba te filmy to komedie romantyczne. Być może mające w sobie coś banalnego i przewidującego, ale i magnetyzm. Romantyczna nuta zawsze gra w moim sercu, gdy po pewnym czasie zasiadam, by przypomnieć sobie Amy Adams w "Oświadczynach po irlandzku" oraz Sandrę Bullock w filmie "Narzeczony mimo woli".



Margaret Tate (Sandra Bullock) jest wrednym babsztylem, który jest redaktorem w renomowanym wydawnictwie. Każdy podwładny drży na sam widok szefowej, która rozsiewa wokół sobie atmosferę grozy i potencjalnego wylecenia na bruk.

Margaret ma asystenta Andrew, który jest na jej każde skinienia i niczym piesek "szczeka", gdy ta mu każe.
Pewnego dnia Margaret zostaje wezwana na dywanik do szefów, którzy ją informują, że nie została jej przedłużona wiza i urząd emigracyjny nakazuje jej wyjazd do ojczyzny , czyli do Kanady.
Ta szybciutko wpada na pomysł, by zawrzeć z Andrew lipny ślub. Ale co na to asystent? Co na to jego rodzina, którą Margaret pozna z okazji 90-tych urodzin babcia chłopaka?

Uwielbiam Sandrę Bullock w wydaniu komediowym. Jej warsztat aktorski sprawia, że po filmy z jej udziałem sięgam w ciemno. Sandrze Bullock towarzyszy Ryan Reynolds, który nie robi tylko za ładną buzię, lecz prowadza do przebiegu fabuły spora dawkę humoru w męskim wydaniu.

Bohaterka, samotniczka, zorganizowana, nastawiona tylko na pracę pozna swojego asystenta z zupełnie innej strony. Do tej pory miała go za lizusa, mieszkającego w kawalerce. Nawet nie wiedziała, że chłopak ma nie tylko talent pisarski, ale ma również m.in. odjechaną babcie....

W roli babcie zakręcona, niezrównana aktorka, mająca 91 lat - Betty White. Po prostu boska...


 Drugim filmem , który polecam wszystkim o romantycznej duszy jest "Oświadczyny po irlandzku".

Główną rolę kobiecą gra rudowłosa Amy Adams. Podobnie , jak w przypadku Margaret , Anna jest perfekcjonistką. Idealna fryzura, skrojony na miarę strój, to cała Anna. Anna jest związana z Jeremym (Adam Scott). Ten zwleka z oświadczynami, więc Anna postanawia przejąć inicjatywę. Gdy Jeremy wyjeżdża na sympozjum kardiologów do Dublina ta wsiada w samolot i zgodnie z irlandzką tradycją chcę się oświadczyć 29 lutego , roku przestępnego. 

Anna nie spodziewa się, że pogoda pokrzyżuje jej plany. Najpierw będzie przymusowe lądowanie samolotu, potem rejs kutrem w sztormie, by w końcu trafić do podrzędnego baru i wynająć buntowniczego, zgorzkniałego i niemiłego w obyciu Declana (Matthew Goode). Podróż do Dublina będzie pełna przygód, niespodziewanych wydarzeń i spotkań ze zwyczajnymi  ludzi. 

Zaletą tego filmu jest umiejscowienie akcji.  Piękna, klimatyczna, malownicza Irlandia, strome klify, zielone pola sprawiają, że aż chcę się pojechać do tego kraju. A, i może spotkać na swojej drodze szorstkiego Irlandczyka. Obsada także odgrywa znaczącą rolę. Matthew Goode jest Brytyjczykiem, a tym samym ma charakterystyczny typ urody, maniery , styl wypowiedzi. NIe jest uwodzicielsko przystojny, ale wykreowana przez niego postać wzbudza sympatię od pierwszego spojrzenia.


Oba te filmy mają w sobie dużo humoru. I napisałbym , że ów humor przesłania wątki miłosne. I dobrze. Dzięki temu ogląda się je z wielką przyjemnością.  Oba znalazły się na liście moich ulubionych filmów. I można by im zarzucić np. wiadomy koniec, ale po to są właśnie kręcone takie filmy.


Polecam.


8 komentarze:

malutka_ska pisze...

Sandry Bullock nie znoszę, za to na drugi film chętnie się skuszę. :)

Angelika Ś. pisze...

oglądałam oba filmy i moim zdaniem "narzeczony mimo woli" jest genialny! a film "oświadczyny po irlandzku" średnio mi się spodobał...

Paula pisze...

Lubię Sandrę B., drugiego filmu nie oglądałam, ale z przyjemnością się skuszę :)

awiola pisze...

Nie oglądałam, ale to moje klimaty. Jak znajdę czas to obejrzę chociaż jeden.

Sylwuch pisze...

Pierwszy film oglądałam i to chyba nieraz, a "Oświadczyny po irlandzku" mam w planach. :)

Alice booksloovers pisze...

Żadnego nie miałam okazji obejrzeć, ale to tylko dlatego, żę nie gustuje w takich filmach.

kasia23112511 pisze...

Pierwszy z nich oglądałam i myślę, że na leniwą niedzielę to dobre rozwiązanie :)

Książkowa fantazja pisze...

Ogladałam ten drugi film i bardzo mi się podobał :)

Prześlij komentarz

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review