niedziela, 1 marca 2015

Pięćdziesiąt twarzy Greya.

Autor: AGNIESZKA DORSZ o 09:01
Raczej nie muszę przedstawiać zarysu fabuły tego filmu. Wszyscy czytelnicy, ale i kinomaniacy wiedzą doskonale skąd wywodzi się pan Grey czy panna Steele .


Fenomen! Tak krzyczą reklamodawcy, którzy na BUMIE na książce "Piędziesiąt twarzy Greya postanowili zarobić poraźne sumy hajsu.

Książki nie czytałam. Do kina nie chciałam iść. Szkoda było mi kasy na bilet. Od taka sknera jestem. W to miejsce wybrałam się na "Teoria wszystkiego (wrażenia wkrótce).

Więc, jak to się stało, że "Pięćdziesiąt twarzy Greya" mogę odhaczyć na liście obejrzanych filmów?
Zwyczajnie. Zostałam zaproszona. Jak mawia przysłowie: "darowanemu....", więc poszłam, obejrzałam. I, tu was zaskoczę- podobało mi się.

Wielu zarzuca tej ekranizacji, że jest mdła w stosunku do pierwszowzroru. Owszem też tak myśłałam zanim nie obejrzałam filmu.
Myślałam, że brak seksu i do tego ostrego spowoduje, że te dwie godziny uznam za stracone, co w moim przypadku nie byłoby zaskoczeniem.



Lecz tak się nie stało. Podejrzewam, że wynika to z braku "obciążenia" obeznaniem z książką. Nadal nie zamierzam jej czytać, przynajmniej pierwszego tomu.
Lecz ta subtelność, większa bądź mniejsza w pokazywaniu stosunków BDSM podobała mnie się.

Reżyserka nie wystawiła "kawy na ławę". Słyszałam opinię, że lepiej obejrzeć porno. Może i racja, nie będę z takimi gustami dyskutować.



Co do gry aktorów nie będę się czepiać, bo naiwność, taka buzia bidulki panny Steele była adekwatna do kogoś, kto nie zna, nie rozumie. Dakota Johnson się w tej roli sprawdziła. 
NIe jestem typem, który wzdycha  z zachwytu do przystojnych aktorów, ale Jamie Dornan mi pasował do roli Greya, tym bardziej, że nie znałam aktora, więc odniesienia do wcześniejszych ról nie mam żadnych. Scena w windzie- rewelacja.



Urzekła mnie ścieżka dzwiękowa. I chyba ona jest uznawana za największy atut tego filmu. A ja, uważam, że zakończenie było najlepsze. Było ono kopią sceny z początku filmu, może z lekką różnicą, ale zachęcała do pójścia na drugą cześć. Czy pójdę?
Pójdę, a co mi tam.


Więc wychodzi na to, że skoro opinię głoszą, że film jest "dla sfrustrowanych gospodyń domowych", to owszem chyba nią jestem. 

Ocena:5/6


reżyseria:
  • Sam Taylor-Johnson
scenariusz:
  • Kelly Marcel
 oceń twórców 
gatunek:
  • Melodramat
produkcja:
  • USA
premiera:13 lutego 2015 (Polska) 9 lutego 2015 (świat)



3 komentarze:

awiola pisze...

Mam w planach, muszę koniecznie obejrzeć ten film :) Z czystej ciekawości.

Agata P pisze...

Książki nie czytałam, ale film widziałam. I dawno się tak nie wynudziłam...Film sam w sobie może zły nie był, ale faktycznie ścieżka dźwiękowa to jego największa zaleta.

Alicja P. pisze...

,,Teorię wszystkiego" też widziałam, dobry film, chociaż spodziewałam się większej rewelacji. Grey mnie nie kusi, bo czytałam tę beznadziejną książkę, chociaż z ciekawości chętnie obejrzę produkcję kiedyś na kompie, chyba nie może być już nic gorszego od tej strasznej lektury :)

Prześlij komentarz

 

    Figlarne czytanie Template by Ipietoon Blogger Template | Gadget Review